RSS
 

Archiwum dla kategorii ‘FiT-steria na Malcie’

Alicja w Krainie Czarów na speedzie

15 lip

zdjęcia pochodzą ze strony  :https://www.facebook.com/photo.php?fbid=599962856715612&set=a.599962420048989.1073741841.240397712672130&type=1&theater

 

Julia Rybicka

Festiwal Malta  kończy się  w prawdzie  20 lipca koncertem ATOMS FOR PEACE na poznańskich Targach, ale dla mnie jako FiT-sterii zakończył się 10 lipca ulicznym spektaklem „Alicja” tutejszego Teatru Fuzja.

Teatr awangardowy, offowy, alternatywny, działający od 2006 roku zaproponował widzom festiwalowej publiczności bardzo uwspółcześnioną wersję znanej wszystkim „Alicji w Krainie Czarów” Lewissa Karolla.

Na Placu WOLNO, gdzie od początku Festiwalu znajduję się GENERATOR, nad którym pieczęć sprawuje Katarzyna Mazurkiewicz gromadzi się publiczność. Na schodach przy Empiku, z tyłu konstrukcji, postawionej miesiąc temu sceny -człowiek za człowiekiem. Jak takie mrówki poznaniacy zjawili się, żeby dotknąć sztuki. Teatralnych przygód na Festiwalu przecież już nie zaznają, zatem to ostatni dzwonek. Proszę panów ochroniarzy o dobre miejsce, żeby fragmenty spektaklu nagrać dla was. Filmik dostępny na:

 
https://www.facebook.com/pages/fit-steriablogpl/396547017105659

Publiczność różnorodna. Na leżaczkach, które ostatnio zaatakowały nasze miasto i stały się „posh” <trendy> zasiadają starsze panie. Na schodach wraz z rodzicami nawet jeśli da się nie zauważyć, to nie można ich nie usłyszeć: najmłodsi widzowie. Nie obeszło się także bez poznańskich meneli i patologii, ale dzięki szybkim reakcjom ochrony nie stali się oni numerem jeden.

Na „scenie” czyli bruku Placu Wolności pojawia się Alicja na rolkach, która zaczytana w książkę wejdzie w jej fantastyczny świat, a wraz z nią my-  widzowie. Alicji wbrew pozorom nie towarzyszy  królik (jak w oryginale), a banda szalonych stworów, dodatkowo zmotoryzowanych (rowery). Mała Alicja będzie próbowała zmierzyć się ze światem, jego przeciwnościami, pozna czym jest zło i oczywiście nie obędzie się bez walki z psychodeliczną królową Kier i jej świtą.

Dodatkowe atrakcje, jakie zafundował nam Teatr Fuzja to latarnicy na szczudłach, akrobatyczne popisy artystów, olbrzymie niczym „znarkotyzowane”, podświetlane grzyby, które stoją na drodze małej Alicji. Wszystko to plus świetne kostiumy i niezwykle precyzyjną grę aktorską czaruje.

Absolutna sprawność aktorów sprawia, że spektaklowi nadaje to lekkości. A przecież widać, że figury i układy, które muszą oni wykonać do najprostszych nie należą. Dla mnie jednak muzyka, która dodawała animuszu, monumentu, momentami grozy przyprawiała widzów o dreszcze.

Spektakl naprawdę godnie zakończył dla mnie Festiwal Malta, a  Teatr Fuzja dopisuje do list teatrów, które chętnie poobserwuję i pokibicuję.

 

 

 
 

O Festiwalu Malta

07 lip

 

 

Natalia Wróbel

 

Transkrypcja wywiadu z 28-letnią Julią przeprowadzonego na Placu Wolności.

 

[Natalia]: Ok. To na początek powiedz kilka słów o sobie: ile masz lat, gdzie mieszkasz, czym się zajmujesz.

[Julia]: Mam na imię Julia Rybicka. Mieszkam w Poznaniu od 28 lat, tyle mam. Skończyłam filmoznawstwo, studium aktorskie Lart.

[N]: W Poznaniu?

[J]: W Krakowie. Najpierw był Kraków, później filmoznawstwo w Poznaniu na UAM i właśnie skończyłam 2 tygodnie temu podyplomowe studia menadżerskie na WSB.

[N]: Gratulacje.

[J]: Piszę swojego bloga, piszę między innymi publikuję e-teatr. Zajmuję się teatrem?

[N]: Dla jakich portali piszesz?

[J]: Jak ja bym to wiedziała, to bym była szczęśliwa, nie. Albo jestem szczęśliwa, dlatego, że nie wiem, gdzie to publikują. Dziennik teatralny widziałam, że coś wrzuca. Jakiś portal z Łodzi coś wrzucał. Gdzieś tam kradną te teksty, bardzo fajnie. Ale piszę niezależnie i lubię to [śmiech].

[N]: Najważniejsze. Powiedz mi, kiedy ostatni raz byłaś w teatrze?

[J]: O matko kochana! [śmiech] Ale w takim stricte teatrze?

[N]: Tak ogólnie jeśli chodzi o jakiś spektakl. Nie musi być koniecznie w budynku.

[J]: Śmieję się dlatego, że jestem non stop. No już ci mówię, no w zeszłym tygodniu. Tak, w zeszłym tygodniu, zeszłym tygodniu oglądałam na Malcie.

[N]: Co to był za spektakl, pamiętasz?

[J]: Ostatnią rzecz, którą widziałam w teatrze to było Miasto Kobiet z cyklu Jeżyce Story Posłuchaj Miasta w Teatrze Nowym, był to miniony tydzień, sobota, premiera. W ramach Festiwalu to leciało. Nie stricte było wystawiane w ramach Malty. To była ostatnia rzecz, którą widziałam w teatrze no bo sezon się zamyka i Malta już nie pokazuje żadnego spektaklu, także myślę, że zobaczę dopiero we wrześniu, w Warszawie.

[N]: Zawsze jak jest Malta to chodzisz na spektakle teatralne?

[J]: Staram się. Jestem Poznaniarą, kocham teatr i staram się uczestniczyć. W tym roku uczestniczę nie tylko jako widz, ale jako prasa, więc trochę więcej tego oglądam.

[N]: Co najbardziej ci się w ogóle podoba w teatrze?

[J]: O matko.

[N]: Tak ogólnie.

[J]: Ogólnie? Podoba mi się to, że czujesz kontakt z aktorami, , że dowiadujesz się czegoś nowego o sobie przede wszystkim, po wyjściu ze spektaklu, na świat patrzysz inaczej. Być może to jest banalne, ale rzeczy, które wiesz dowiadujesz się czegoś na nowo, odkrywasz coś w sobie. Emocje, które tobą targają i które były ukryte wychodzą po spektakle i to mi się podoba, bardzo.

[N]: Czyli można powiedzieć, że to jest dla ciebie taki dobry spektakl.

[J]: Tak. Jeżeli wywołuje u mnie emocje, myślę o nim następnego dnia, to uważam, że jest dobry.

[N]: Mam dla ciebie tutaj taką karteczkę…

[J]: Tak…

[N]: …i teraz prosiłabym cię o to, to są dwie przeciwstawne rzeczy. I teraz czy byś mogła powiedzieć coś o każdej z tych par, jeśli chodzi o twój ulubiony spektakl. Jakby on wyglądał? Pierwsze tutaj mamy: odbywający się w teatrze bądź w przestrzeni. Jak to widzisz? Jaki wolisz?

[J]: Jaki wolę? Właśnie tu jest taki problem. Uważam, że teatr jest takim miejscem, gdzie można znaleźć coś dla siebie i jednym się podoba to, drugim tamto. Ja nie umiem się do jakiejś grupy ustosunkować i ułożyć, chociaż bardziej jestem tradycjonalistką i wolę jednak w budynku. Jeżeli spytasz mnie dlaczego, a na pewno zaraz takie pytanie padnie, to od razu odpowiadam: dlatego, że tak jestem wychowana, tak lubię, lubię współczesność, lubię motyw, z którego teatr powstał czyli z tych objazdowych teatrów, ale uważam, że teatr jako instytucja, jako budynek jest taką świętością i tam się dzieją takie cuda, wianki, że wolę je oglądać właśnie w tym budynku, które ma historię i wolę tak.

[N]: Ok. A co sądzisz o tym jak te spektakle działają. Jak, czy angażują widza podczas…

[J]: Bardzo lubię, kiedy spektakle angażują nie na chama. Widziałam wiele spektakli, gdzie nikt nikogo nie zmusza, tak, no bo to by było złe, gdybym powiedziała, że jesteś zmuszany do jakiejś interakcji, ale bardzo denerwujące jest to, kiedy ktoś tak na siłę próbuje widza wyciągnąć, tego nie lubię. A jeżeli jest jakiś pomysł na to i angażujesz w to widza i ma to jakąś konsekwencję w całej historii to świetnie.

[N]: Byłaś kiedyś na takim spektaklu?

[J]: Tak, byłam, ale niestety nie w Polsce [śmiech].

[N]: Pamiętasz co to był za spektakl?

[J]: Tak! Oglądałam taki spektakl Streets of… coś takiego w Stanach jak mieszkałam i to był taki strasznie fajny spektakl,  gdzie człowiek się po prostu zatrzymywał to raz. Oni angażowali tak naturalnie, to wychodziło, że ja chciałam z nimi tam być na tej scenie. A że jeszcze wtedy byłam, jeszcze nie byłam po aktorskim, to, to po prostu chciałam w tym uczestniczyć i to mi się podobało. Nie potrafię wytłumaczyć logicznie, na czym to polega, ale czuje się to coś i się idzie w to.

[N]: Myślisz, że jakieś spektakle pociągnęły cię w to, żeby zacząć studiować aktorstwo?

[J]: Myślę, że nie [śmiech]. Myślę, że to się zaczęło dużo wcześniej. Mam ojca muzyka i moja mama ma zdolności plastyczne i dziwne by było, gdybym poszła na medycynę, aczkolwiek są takie dzieci, takich rodziców. Ja gdzieś tam zawsze czułam, że muszę być w tych światłach. Potem się to zmieniło bardzo mocno, ale to nie spektakle. Byłam małym dzieckiem, więc to nie spektakle na mnie zareagowały, a teatr wybrałam świadomie jako mała dziewczynka.

[N]: Wcześnie.

[J]: No tak. Byłam w Zamku zapisana na jedna zajęcia plastyczne, jakieś inne zajęcia muzyczne i nagle stanęłam: ja chcę tu, do tych kukiełek, tam być, tam. Tak było, tak. Także nie spektakle. Ale lata zajęło mi, żeby to zrozumieć, że wtedy to się urodziło we mnie.

[N]: A co myślisz o takich spektaklach mających jasny przekaz?

[J]: No są ok.

[N]: Czy myślisz, że to jest jakaś kategoryzacja ludzi?

[J]: Nie. Nie myślę, że to jest jakaś kategoryzacja ludzi. Myślę, że to jest jakaś świadomość reżysera, tudzież twórców, którzy to robią i uważam, że one są potrzebne. Według nie teatr ma takie dwie funkcje: skłania do myślenia i potrafi bawić, można go traktować jako rozrywkę i wtedy to jest fajne, jeżeli to jest takie wprost i dla takich ludzi, którzy chcą wyjść z tego ” gówna”  w którym siedzą codziennie, zobaczyć, czasami siebie i się pośmiać z siebie albo zobaczyć coś innego to jest po prostu dla mnie kosmos. Nie, nie muszą myśleć. I nie, nie uważam,  że to nie działa w taki, w ten sposób, że to jest jakaś kategoryzacja, chociaż jest tak postrzegane niestety przez większość społeczeństwa, ale uważam, że nie.

[N]: Co myślisz o takim tradycyjnym, klasycznym stylu spektakli?

[J]: Takim szekspirowskim takim [śmiech]. Wesele, albo Romeo i Julia. Kocham, uwielbiam. Nie do końca chcę to oglądać non stop, ale uważam, że jest to fenomenalne, że można na chwilę dotknąć boso, jak to mówi moja koleżanka Marta K, wybitna teatrolożka, że można na chwilę dotknąć boso absolutu. Takich rzeczy, które działy się kiedyś, gdzie jest to ciężko zrobić, robi niewielu świetnych, wybitnych aktorów, artystów. Za to im chapeau bas.

[N]: To jest takie przeniesienie do innej epoki.

[J]: Jest, ale no jakby dużo rzeczy takich oglądamy, które nie tyczą się naszej epoki i  po prostu jest zajebiście zrobiony, i czujesz to, i jeżeli oni to czują i jeżeli mądrzy ludzie to robią, naczytali się o tym i poznali miejsce, historię i zrobią to fajnie to nie rozumiem dlaczego by tego nie robić. Tylko nie za dużo [śmiech].

[N]: Co myślisz o różnych formach artystycznych w jednym spektaklu? Czy dobrze, kiedy jest ich więcej niż jedna forma np. taniec, światło, dźwięk czy jednak tylko jedna?

[J]: Nie. Jak najbardziej zgadzam się z tym i jestem z tych ludzi, którzy uważają, że teatr… Napisałam taki felieton u siebie na blogu, który nosi tytuł: „To, czego nie widzimy”, że teatr to nie jest tylko miejsce,  gdzie wchodzi  parę ludzi, fantastycznych tudzież tych kiepskich aktorów, którzy odtwarzają coś, przeżywają autentycznie, grają.. Tylko to jest całe spektrum, to jest spektakl niesamowity. Dla mnie światła dużo dają. Oni mogą grać super, a być kijowa i niefajna scenografia w jakimś niefajnym miejscu i [zastanowienie] może zabraknąć tego. Dużo czasami na przykład w spektaklu działa właśnie takich pobocznych rzeczy, pobocznych, to jest dla mnie niezrozumiałe, ale ważnych dla nas, widzów. Zresztą my sobie z tego nie zdajemy sprawy, jesteśmy przede wszystkim wzrokowcami, 90% z nas. Światła, kostiumy, muzyka to wszystko, te wszystkie formy, które proponuje teatr uważam… dla mnie to jest teatr. Jeżeli jest tych wszystkich rzeczy dookoła i ma to konsekwencje oczywiście, no tak, bo jeżeli nie ma, to nie mamy w ogóle o czym gadać.

[N]: I tak dobrze, wydaje mi się, działa emocjonalnie na człowieka.

[J]: Przede wszystkim. To działa emocjonalnie.

[N]: Powiedz mi, który raz jesteś na Festiwalu Malta?

[J]: O Jezus. Nie wiem, no z siódmy, ósmy, nie wiem.

[N]: Dużo tego było?

[J]: Dużo, dużo. Mam 28 lat, trochę tutaj przychodzę.

[N]: Pamiętasz może skąd się dowiedziałaś za pierwszym razem o festiwalu?

[J]: Tak, od taty.

[N]: Taty, twój tata…

[J]: Mój tata jest muzykiem, gra w zespole Żuki Rock&Roll band, zapraszam w piątek o 17 grają. Powiedział mi, że jest taki festiwal. Potem poczytałam trochę o tym i tak się i gdzieś znalazłam. Jeszcze studium teatralne, w którym tutaj w Poznaniu w Zamku działałam u Bogdana Żyłkowskiego i oni mają vis-à-vis nas biuro. Nasłuchałam się, naoglądałam i stwierdziłam, że: no, to może być coś.

[N]: I tak zostało?

[J]: Tak zostało, no.

[N]: Uczestniczysz co roku?

[J]: Tak. Staram się, staram się. Nie było mnie, nie było mnie przez jakiś czas i nie powiem jaki to był czas, bo nie pamiętam, ale był taki rok, że coś takiego się w moim życiu wydarzyło, że… a nie, przepraszam. Dwa lata temu wyjechałam na Hel, i miałam jakieś tam zajawki i nie mogłam uczestniczyć w ogóle w Festiwalu, bo nie było mnie przez całe lato.

[N]: Powiedz mi w ilu wydarzeniach starasz się brać udział?

[J]: Jak najwięcej [śmiech]. Nie, interesuje mnie przede wszystkim teatr i muzyka. Gdzieś tam przypadkowo trafiam na jakieś tańce, filmy, które w większości są puszczane to są filmy, które widziałam ze względu na studia. Ale staram się na tyle, na ile mam siły, bo jak jeszcze robię milion innych rzeczy, ale no staram się jak najwięcej.

[N]: Są jakieś wydarzenia, które nie ciągną cię, żeby je zobaczyć?

[J]: Czy ciągną mnie? Tak.

[N]: Nie, właśnie nie ciągną…

[J]: Nie ciągną?

[N]: Jest coś takiego w ogóle na Malcie?

[J]: Tak, jest. Wszystkie te takie, które w ogóle się tutaj dzieją czasami czyli pieczemy chlebek, jakoś uczymy się szyć. No nie, to mnie nie kręci, kompletnie. Uważam, że to jest spoko, ale dla ludzi, którzy się tym zajmują.

[N]: Interesują…

[J]:Mnie to nie ciągnie, kompletnie.

[N]: Jak ogólnie, tak bardzo oceniasz Festiwal Maltę?

[J]: Uważam, że to jest przede wszystkim bardzo potrzebna inicjatywa. Kocham za to, że mogę poznać nowych ludzi, zobaczyć nowe miejsca w Poznaniu tak naprawdę, bo Festiwal ciągle… był nad Maltą swojego czasu, zmienia te miejsca. W ogóle jak byłam ostatnio na świetnym zresztą spektaklu Ceglorz to zwariowałam. Nie byłam tam nigdy w życiu i prawdopodobnie bym nie była, gdyby nie to, że Teatr Ósmego Dnia zagrał tam fantastyczny spektakl. Także uważam to za niesamowite… i przyciąga tutaj ludzi i jest świetna atmosfera i uwielbiam to jak się coś dzieje w tym mieście.

[N]: Można powiedzieć, że to są takie rzeczy, które lubisz w tym Festiwalu?

[J]: Tak.

[N]: A są jakieś, których nie lubisz?

[J]: Nie, chyba nie. Tak naprawdę chyba nie. Nie przeszkadzają mi, nie. Mogłabym powiedzieć za swoich sąsiadów, mieszkam ulicę stąd, dokładnie jakieś 500 metrów. Święty Marcin, jesteśmy na Placu Wolności w tej chwili. No głośno, nie? A starsi ludzie mieszkają na Świętym Marcinie.

[N]: Im to przeszkadza?

[J]: Ale oczywiście żartuję, im to przeszkadza, mi to nie przeszkadza kompletnie, może czasem, ale z racji tego, że wiem, że jest taki Festiwal no to…

[N]: Jak oceniasz program, ogólnie, artystyczny?

[J]: Nie podoba mi się to ostatnio, że teatry są w pierwszym tygodniu. No to mnie po prostu… Masz ognia? Nie?

[N]: [Kiwam głowom, że nie] Mam!

[J]: Uważam, że to powinno być trochę rozciągnięte w czasie. To było w takiej mega pigułce. Ja miałam taki tydzień, że nie wiedziałam za co się wziąć. Też musiałam wielu rzeczy odmówić, chociaż dostałam na większość  akredytację, bo to się pokrywało. Spektakle które się odbywały w Teatrze Polskim (to znaczy w Polskim był jeden) ale w Nowym widziałam wcześniej. … Mogę się wypowiedzieć, jeśli chodzi o nie, ale no nie może to być jednego tygodnia nagle rzucone takie i teraz się dzieje tak naprawdę niewiele według mnie. Dzieją się jakieś tańce, jest jakiś… fajfy. Fajne rzeczy bardzo, to co teraz nawet prawym okiem, lewym oglądamy, ale to było takie w pigułce to co mnie akurat interesuje. A Malta słynie głównie z teatrów, które przyprowadza, przywozi, zatrudnia jakkolwiek to zwał, zaprasza niesamowite postaci. Może się to podobać lub nie, nie powinny być w jednym tygodniu moim zdaniem. Powinno to być jakoś rozciągnięte w czasie. A z drugiej strony rozumiem, że jeszcze są tutaj aktorzy, i że są wakacje i w ogóle grają i tak dalej i tak dalej.

[N]: Z jednej strony…

[J]: To mnie wkurza!

[N]: …ludzie pracują w ciągu tygodnia. Też mają mniejsze możliwości, żeby uczestniczyć.

[J]: Ok, ale te spektakle nie idą, nie szły głównie w weekend. Musiałam oglądać w tygodniu, tylko to nie może być w ciągu jednego tygodnia, bo ten cały teatr maltowy w tym roku był w ciągu jednego tygodnia i tego było tyle, że ja nie wiedziałam za co się wziąć i to powinno być jakoś tak, nie wiem, uszeregowane, usformatyzowane, no nie wiem. No, myślę, że to powinno być rozciągnięte w czasie, a nie jednego tygodnia dostajesz taką bombę. Słuchaj, ja to kocham , ale też nie mogłam się w wielu zjawiskach zjawić…

[N]: W jednej godzinie?

[J]: W jednej godzinie. Rozumiem, że to jest kwestia wyboru i tak dalej, ale teraz to nic się nie dzieje aktualnie, teraz oglądamy jakieś takie małe rzeczy, które są też spoko, ale wszystkie te takie perełki były w jednym tygodniu. No nie, tego nie lubię.

[N]: Jak oceniasz bilety, ceny biletów na takie spektakle? Są drogie, niedrogie?

[J]: Bo ja wiem czy one są drogie? Pytasz osobę, która dostała akredytację, ale…

[N]: Na wszystko?

[J]: Nie na wszystko, na to co chciałam. Głównie. Ale uważam, że nie, jakieś 15 złotych widziałam Teatr Ósmego Dnia czy wysłałam przyjaciół na Chodź Na Słówko dla dzieci i uważam za genialny spektakl, który z resztą dostał nagrodę. Nie, uważam, że to nie są duże pieniądze. Ale na pewno są warte tego, co oglądają widzowie. Na pewno. I to nie są naprawdę duże pieniądze, jeśli chodzi o Festiwal. No jeśli chodzi o teatr czy jakieś inne artystyczne rzeczy. Może trochę drogie są te koncerty.

[N]: Podczas trwania Festiwalu… czy idzie w ogóle go zauważyć w mieście?

[J]: No i tu jest taka rzecz, że ja wiem o tym Festiwalu, bo wiem, bo w nim uczestniczę, ale tak średnio widać.  Jest niewiele tak naprawdę informacji. Wszyscy wiedzą w tym mieście, bo Poznaniacy wiedzą, że jest Malta i ci, co chcą wiedzieć, to wiedzą, ale jest tego mało, za mało.

[N]: Słyszałam, że jest bardzo mało plakatów na mieście, są tylko w miejscach, gdzie się coś dzieje.

[J]: Bardzo mało, jest naprawdę bardzo mało i to uważam za ich minus, nie. Jak  plusem można nazwać to, że mam do nich straszny szacunek to tutaj jest za mało informacji w mieście.

[N]: W poprzednich latach Centrum festiwalu było w Pasażu Kultury, jak oceniasz, bo na pewno tam byłaś, Pasaż Kultury do Placu Wolności?

[J]: No ok., ale tu mi się bardziej podoba, tak.

[N]: Mogę wiedzieć dlaczego?

[J]:  Nie potrafię tego powiedzieć. Powiedzmy, że jest takim niewykorzystanym dla mnie… To znaczy, potrafię. Jest dla mnie takim niewykorzystanym miejscem, gdzie tutaj znam historię tego miasta, gdzie się ludzie swojego czasu spotykali. Wszystko spieprzyli tą fontanną, która mi się bardzo nie podoba. Będę to powtarzać wszędzie, gdzie mogę. A tu się młodzi ludzie spotykają i to jest takie miejsce, gdzie chce się przychodzić. Jest centrum miasta, jest blisko rynku, jest tu Kapo, czyli Kaponiery. No super.

[Pan z ławki obok]: Przepraszam panie, palicie może? Palicie. Pożyczcie na chwilę zapałki albo zapaliczkę. Bo wszystko siada… dziękuję.

[N]: [zastanowienie] W tym roku jest idiom. Jak go oceniasz?

[J]: Nie uczestniczę jakoś wybitnie, ale śledzę i uważam, że bardzo ok.

[N]: Ok. Teraz pytania może o publiczność tutaj na Malcie. Jak myślisz kim są ci ludzie, którzy uczestniczą?

 

[N]: To też należy uwzględnić, gdzie uczestniczą.

[J]: Tak. To są jacyś strasznie pojechani ludzie, fantastyczni, którzy… przede wszystkim pasja nimi kieruje i alkohol. Idą tam, gdzie jest dużo ludzi i to są fajni ludzie. Nie mam pojęcia skąd są. Bardzo dużo studentów, którzy zostało, bardzo dużo aktorów, którzy grają w tych teatrach uczestniczy i moi koledzy, koleżanki także Zostali specjalnie, żeby to zobaczyć. Fajni ludzie.

[N]: Czy myślisz, że na tą publiczność ma na przykład wpływ biletowanie jakiś tam wydarzeń, koncertów?

[J]: Tak, na pewno.

[N]: Kontakty między widzami. Jak myślisz czy osoby, które się nie znają podczas festiwalu Malta mogą się jakoś…

[J]: Tak, jasne! Ja poznałam takich ludzi i myślę, że da się to połączyć. I to właśnie, to właśnie na tym polega cały bajer takich festiwali, że ludzie się łączą i poznają i fajne rzeczy później tworzą razem.

[N]: Powiedz mi czy zdarza ci się rozmawiać z kimś o festiwalu tak na co dzień?

[J]: Tak, zdarza mi się. Staram się i to nie nawet z kolegami z teatru, tylko z jakimiś ludźmi przejezdnymi

[N]: Normalnymi, tak?

[J]: …z normalnymi, jakkolwiek  zwał czym jest normalność. Tak, zdarza mi się.

[N]: Jakie jest dla ciebie znaczenie Festiwalu Malta? Tak ogólnie.

[J]: Ogólnie, ja wtedy odżywam. To jest taki moment, że zbliżają się wakacje, że wszystko obumiera, że teatry przestają istnieć na te dwa miesiące, zaczyna się sezon ogórkowy, a w tym miejscu zaczyna się coś dziać i bardzo to lubię, kiedy zaczyna się dziać, kiedy mogę obejrzeć coś spoza tego kraju, bardzo.

[N]: Można powiedzieć, że Malta przynosi jakieś korzyści…

[J]: To na pewno.

[N]: Jak myślisz jakie to są korzyści?

[J]: No przypływ ludzi tutaj, finansowy też, kulturalny. Ludzie mówią o tym mieście. Przyjeżdżają, spotykają się, poznają. Jest mnóstwo korzyści. Nie jestem w stanie ich wszystkich wymienić, ale uważam, że jest ich mnóstwo i szanuję ich za to.

[N]: Jak myślisz jak Poznań wypada, przez to, że jest tutaj Malta, na tle innych miast?

[J]: No tylko ma Maltę, także wypadamy zajebiście, tak mi się wydaje. Wszyscy kojarzą właśnie Poznań przez Maltę.

[N]: A jeśli chodzi o miasta, w których też są jakieś festiwale teatralne?

[J]: Myślę, że bardzo dobrze wypada, bo odsyłam od kolegów zajmujących się teatrem, że to bardzo dobrze wypada i ja też tak uważa.

 [N]: Różnie po Poznaniu są rozrzucone te wszystkie wydarzenia. Czy myślisz, że gdzieś powinno wydarzenie być, a go w tym roku akurat nie ma?

[J]: Na samej Malcie.

[N]: Tak, bo pierwotnie…

[J]: Tak i sądzę, że się z tym kojarzy i uważam, że to był świetny pomysł przeniesienie tego do centrum, ale niestety słucham tego z różnych źródeł i chociaż takie jedno „bum” powinno być na samej Malcie.

[N]: Taki początek?

[J]: Albo koniec, albo środek. Nie wiem, no. Coś na pewno powinno być na Malcie. Jakieś takie super wydarzenie.

[N]: To jakbyś miała na przykład coś zmienić w przyszłości w Festiwalu Malta, to co by to było?

[J]: Nie, to wiesz co, jedyne co bym zmieniła to… organizacja jest w miarę ok. Jeżeli miałabym zmienić, to naprawdę większą promocję, może żeby więcej powinni się na tym skupić, żeby więcej informacji było na ten temat w mieście rozmieszczonych. No i żeby ta jedna jakaś, nie wiem jaka oczywiście, ale coś powinno być na tej stricte Malcie. Ja rozumiem, że to jest nazewnictwo i tak dalej i symbolizm, ale nadal uważam, że powinno być coś na Malcie.

[N]: Dobrze, to tym pytaniem zakończymy. Bardzo ci dziękuję za rozmowę

[J]: Ja też dziękuję. Widzisz, nie było tak źle [śmiech].

[N]: Nie było [śmiech].

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii FiT-steria na Malcie

 

Miasto pełne kocic

30 cze

 

Julia Rybicka

Kolejny odcinek serialu Jeżyce Story, który wywołuje niesamowite emocje, za mną. Kolejna udana premiera Teatru Nowego kończąca ten jakże obfity teatralnie sezon. Ja już się nie boję kiedy idę na klimatyczną Trzecią Scenę poznańskiego teatru, bo wiem, że to będzie dobrze wykonana robota. I tak było tym razem.

„Miasto kobiet” (bo tak nazywa się najnowszy odcinek jeżycjady) wzrusza i bawi. Jak zawsze minimalistyczna scenografia Matyldy Kotlińskiej,  świetna muzyka Michała Litwińca no i przede wszystkim zasługa dwóch panów Marcina Wierzchowskiego reżysera oraz Romana Pawłowskiego scenarzysty. Ci dwaj stworzyli cztery odrębne odcinki niesamowitych opowieści zwyczajnych-niezwyczajnych poznaniaków.  W najnowszym odcinku dowiemy się więcej o Jeżycach z perspektywy kobiet.

Trzy silne i cudowne kobiety wchodzą na scenę: Agnieszka Różańska, Edyta Łukaszewska, Dorota Abbe. Zapraszają nas w niezwykłą podróż. Jako pierwsza startuje Różańska. Wcieliła się w postać jeżyckiej pani ginekolog Ewy Cieślak. Kobieta, która 2/3 jeżyckich dzieci „urodziła”. Przeurocza historia doktorki, jej miłości do Marilyn Monroe, do swojego zawodu, do swoich uroczych córek. Zagrana przez (moim zdaniem )bardzo utalentowana aktorsko Agnieszkę Różańską bawi do łez. Dawno tak nie chichotałam w teatrze na monologu!

Kolejna bohaterka to Joanna Słowik. Mieszkanka Jeżyc, samotna matka z piątką dzieciaczków, która ponad życie kocha macierzyństwo i to ono jest jej największą pasją. Asia to przede wszystkim cudowna mama i ciepła kobieta. Pośród historii, które mogłam wysłuchać ta chwyta niesamowicie za serce. Z jednej strony pani doktor, majętna i fantastyczna, z drugiej matka polka, która groszem nie śmierdzi, a robi wszystko żeby dzieci miały dom pełen miłości. Postać odtworzona została przez wciąż zaskakującą mnie Dorotę Abbe. To kolejny odcinek Jeżyc, kolejna postać grana przez aktorkę, która przyprawiła mnie o dreszcze i łzy w oczach. Bezapelacyjnie stałam się fanką aktorstwa Abbe.

Przyszła kolej na Lucynę Marzec. Młodą panią doktor nauk z poznańskiego Uniwersytetu Adama Mickiewicza interesuje głównie jej pasja. Zajmuje się ona bowiem właśnie feminizmem i wraz z koleżankami z instytutu wydała książkę. Trochę roztrzepana, niezwykle zabawna, urocza i inteligentna młoda kobieta sprawiła, że na chwilę świat zaczął się dla mnie na nowo. Zagrana przez Edytę Łukaszewską, która po raz kolejny pokazała że jest jednak świetną aktorką (mimo moich uprzedzeń po Domu lalki) i wywoływała w publiczności radość.

Na gościnne występy zaproszono Irenę Dudzińską, aktorkę z klasą, z tak zwanej starej szkoły, która przedstawiła niezwykle interesujący i chwytający za serce monolog autorstwa Macieja Rembarza, nieżyjącej od 2007 roku jeżycjanki Diany. Ta puentująca ostatni niestety odcinek poznańskich Jeżyc historia wbija widza w fotel.

Wszystko to przerywane jest małymi historyjkami perełkami, które nadają przedstawieniu rytmu i spójności. Mamy małe trzy dziewczynki z jeżyckiego przedszkola, których jedynym marzeniem i odpowiedzią na wszystko jest Michał (kolega, który rzuca je piaskiem). Z drugiej strony pokazana są trzy kociary Alina, Teresa i Danuta. Kobitki, które dokarmiają koty na podwórzu i których całym światem są te małe indywidualności. Aktorki dały popis aktorski w tej scenie, że chylę czoła.

W tym spektaklu dowiemy się także to co my, kobiety wiemy od dawna. To co cytując postaci „wkurwia” nas baby. Czyli codzienne golenie nóg, masturbacje naszych i nie naszych mężczyzn, ciągłe awantury o nic, bycie matką polką ubezwłasnowolnioną przy garach etc. Poznamy także po raz kolejny ciekawe, zabawne, wzruszające historie i nawet nie będąc mieszkańcem poznańskich Jeżyc na chwilę się nimi staniemy.

Dodatkowo niezwykle wzruszyłam się kiedy na scenę podczas oklasków autentyczne postaci zawitały, a na sam koniec pan dyrektor Kruszczyński powiedział, że ma nadzieje, że od środka każdy z nas właśnie coś zmienił i zbudował, naprawił świat. Tymi łapiącymi za serce chwycikami zakończyła się premiera w Teatrze Nowym i powoli kończy się sezon…

Życzę sobie i twórcom, żeby nadchodzący nie był gorszy i utrzymał tak wysoko poziom jak mieliśmy okazję podglądać w tym roku. Tymczasem Festiwal Malta trwa, zatem hey przygodo !

 
 

Współczesne ideały wyszły

27 cze

 

Julia Rybicka

Zaczął się 3 dzień Festiwalu Malta, a dla mnie tak naprawdę ten pierwszy tydzień ubrany w teatralne doznania jest tak ważny i intensywny. Chciałoby się obejrzeć wszystko i być wszędzie, ale jeszcze nie wymyślono jak to zrobić. Dlatego czasami staję przed trudnymi decyzjami. Biegłam na „Dyskretny urok burżuazji” do Nowego, ale awaria tramwaju sprawiła, że znalazłam się na „Wiecznym kwietniu” w Polskim.

Trochę się nasłuchałam o tej dość krótkiej, bo trzydziesto-minutowej sztuce. Koledzy mówili, że warto iść dla Dąbrowskiego. No i hmm, no tak warto. Ogólnie warto. Spektakl mną jakoś nie wstrząsnął, ani wybitnie nie zachwycił. Okazał się bardzo poprawnie zrobiony, bez przesady, bez tandety, momentami przezabawny. Chociaż to ja pierwsza zachichotałam niczym skrzat na jedną scenę Michała Kalety. No, ale o publiczności teatru polskiego kiedyś już wspominałam, trudno ich rozruszać. Po kilku minutach moich rechotów rozkręcili się i inni widzowie.

We współczesnym świecie, gdzie umiera Curt Cobain (Paweł Siwiak) nie ma już żadnych wartości. Wszystko się wymieszało. Nie wiadomo czyja śmierć jest ważniejsza. Rockowej gwiazdy czy papieża Polaka? A Smoleńsk? Można już z  niego żartować. Areczek ( Dąbrowski) to typowy buntownik, który podcina sobie żyły, słucha mocnej muzyki, narkotyzuje się, wyśmiewa religię. Rodzice  (Barbara Krasińska, Andrzej Szubski), to oczywiście zagorzeli katolicy, znajomy Pan Krzyś ( Michał Kaleta) obrońca krzyża z córeczką prostytutką u boku  (Barbara Prokopowicz). No i jak żyć? Nastąpiło przewartościowanie wartości.

Agnieszka Korytkowska –Mazur postawiła na aktora. I tym aktorem jest Piotr B. Dąbrowski przede wszystkim, który jest świetny w tej roli. Jednakże doskonale partneruje mu Michał Kaleta. Niezwykle podobał mi się również Andrzej Szubski i bawiła mnie Basia Prokopowicz.

Scena, kiedy Andrzej Szubski grający księdza nawraca lud na pielgrzymce, a pozostali aktorzy śpiewają pieśń kościelną przez folię od (przypuśćmy) papierosów wywołując salwy śmiechu na widowni – majstersztyk. Ubawiłam się jak dziecko.„Wieczny kwiecień” na pewno jest na pewno warty obejrzenia. W następnym sezonie zapraszam do Polskiego.

 

Po krótkiej przerwie na zjedzenie czegoś pobiegłam do CK Zamek, gdzie Romeo Castelucci przygotował dla nas, głodnych widzów The Four Seasons Restaurant.

Dużo się o nich mówi. Podobno są “pojechani” jak mawia młodzież. No I okazało się, że są.

Pod salą Wielką w Zamku zbierają się dosłownie tłumy. Spotykam zaprzyjaźnionych kolegów i koleżanki z obu poznańskich teatrów, którzy nie mają wejściówek, plakietek z napisem artysta i nie mogą wejść. Swoją drogą uważam, że artyści, którzy grają podczas Festiwalu Malta nie mają żadnych profitów na sam festiwal za małe fopa! No, ale ok. Miłe panie bileterki, kiedy zapełnia się sala wpuszczają artystów bez bilecików. W publiczności tuż za nami siedzi Maciej Nowak. Trafił tu przypadkiem?

Zaczęło się dość dziwnie i tak dziwnie będzie przez co najmniej godzinę. Grupa młodych kobiet, ubrana jak wieśniaczki odcina sobie język. Po chwili na scenę wbiega żywy należy dodać pies, które te fragment zjada. A potem już zasnęłam prawie… Przez niemal godzinę kobiety opowiadają o istocie człowieczeństwa, o tym jak człowiek się zatraca. O powierzchowności natury ludzkiej i całego świata to jest… Do tego dochodzi inspiracja i fascynacja sztuką, obrazami Marka Rothki, pojawiają się fragment Śmierci Empedoklesa Friedricha Hölderlina. Wszystko to nic. Wszystko to stara się być ruchome i plastyczne, a ja zasypiam w publiczności wraz z moim kolegą aktorem nudzę się. Ale uwaga – pojawia się na scenie zdechła krowa i nagle ożywam. I tak już zostanie do końca. Muzyka, efekty specjalne, które mam wrażenie uciskają mi mózg nie pozwolą mi już zasnąć nawet jakbym chciała. Ostatnia wspaniała scena (jedyna taka) pełna efektów, emocji, ekspresji i połączenia wielu już wcześniej znanych mi obrazów przyprawiła mnie o ciarki na rękach. I właśnie dla tej ceny warto było się przemęczyć…

A Festiwal Malta trwa…zachęcam

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii FiT-steria na Malcie

 

Ceglorz Teatru Ósmego dnia dał radę

26 cze

Julia Rybicka

To już 2 dzień Festiwalu za nami. Dla mnie był on niezwykle wyczerpujący. Udało mi się obejrzeć kilka koncertów, poznać historię świeżo wypiekanego chlebka, skosztować go. Następnie udałam się zrobić króciutki reportaż na temat tego, dlaczego akurat „Otello” w reżyserii Pawła Szkotaka można zobaczyć w tym roku na Festiwalu Malta. Sam Otello bardzo się spieszył więc nie zdążyłam z nim porozmawiać, za to mamy krótką wypowiedź Desdemony.

W ulewie, w kaloszach, z komputerem pod pachą, parasolem w ręku i czapką na głowie 12 godzin biegałam po naszym pięknym mieście aż udało mi się dotrzeć z pomocą zaprzyjaźnionego aktora do fabryki Hipolita Cegielskiego. Troszkę zamieszania i czasu nam to zajęło, bo owa hala, w której odbyć miał się spektakl była nam nieznana. Już na wstępie widzę pewnego ulubionego przeze mnie (mniej pewnie przez twórców) świetnego teatrologa i recenzenta B.M. I tak we dwójkę sprawdzimy co tu się będzie działo. A działo się, oj działo.

To bardzo ważne miejsce dla Poznaniaków. Rok 1956 kiedy to robotnicy wyszli na ulice nie zostanie wymazany z pamięci. Po publiczności, która jest ogromnie skupiona i pod wielkim wrażeniem, wzruszona wręcz widać, że poznaniaków nadal to boli. Wielu z nich tu obecnych to pamięta. Wśród widzą są też sami bohaterowie, pracownicy fabryki.

Wpuszczeni jak dzicy do tej świątyni poznaniaków, której historię czuje się w zapachu stęchlizny i spalin idziemy przed siebie. Teatr Ósmego Dnia przedstawi nam zaraz przecież ważny element historii tego miasta.
Na środku wielkiej hali wielki kocioł z herbatką≤ grochówką? , którą rozdają robotnicy. Na ścianach wizualizacje, pokazana fabryka z różnych stron. Wszystkiemu towarzyszy przekropny hałas co tylko podnosi mi ciśnienie we krwi. Do elementów wizualnych należy dodać efekty plastyczne, grę, ale przede wszystkim ruch i rytm, które współgrają ze sobą. Dla mnie muzyka była niesamowitym bohaterem, dlatego z tego miejsca gratuluje twórcom. Dodatkowo kończący motyw tańcu Zorby rozbroił mnie. Jak to powiedział ten mój ulubiony recenzent „Kocham ich za ironię”. JA też.

Pora o której był zagrany spektakl dodawała animuszu. 23:00 gdzie oczka mi się same mrużą ? Ale świetnie! Dzięki temu naprawdę czuło się niesamowity klimat. Kolejny udany dzień festiwalu. Ach…

A dziś to hmm ja wizualne sztuki mam zamiar obejrzeć, a o 18:00 w Teatrze Nowym Dyskretny Urok Burżuazji więc idźcie kochani. Poza tym jak zawsze coś dla maluchów, coś dla ducha- joga, coś dla oka-filmy, coś dla ciała-koncerty i coś na ząb-kuchnia Plac Wolności! Bawcie się Poznaniacy i goście, bawcie! ☺

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii FiT-steria na Malcie

 

Ibsenowska Nora według flamandzkiego tg STAN

24 cze

 

Julia Rybicka

Dobrze zacząć Festiwal Malta od teatru. Prosto z Placu Wolności z rockowego koncertu Żuki Rock&Roll Band wsiadłam na mój hipsterski rower zwany Amandą i niczym gazela znalazłam się pod Aulą Artist. Tam zgromadzeni byli już widzowie i dobrze znani w tym mieście recenzenci- grube ryby.

W publiczności dostrzec można było aktorów Teatru Nowego. Nic dziwnego, przyszła część obsady poznańskiej wersji Ibsena „Dom Lalki” w tym Ania Mierzwa odtwórczyni roli głównej.

Przyznam szczerze, że trudno mi było i nadal jest porównywać te dwie różne odsłony tego tekstu. Skąd inąd przeze mnie bardzo lubianego. Ale spróbujmy.

Nora” to opowieść o relacjach z mężczyznami, ale także o relacjach w ogóle. Piękna, młoda i zdolna kobieta zostaje gwiazdą, ale w zamian za to zamknięta jest w świecie najpierw swojego ojca, a później męża. Obaj panowie traktują ją jak zwyczajną lalkę, zapominając że to żywy człowiek, który czuje. To historia, która pokazuje złe strony ludzkiej natury, grzechy takie jak pycha, cudzołóstwo etc.

Teatr Nowy w Poznaniu umieścił Norę pośród znanych celebrytów, zamkniętą w domu Wielkiego Brata. Za sprawą Ani Mierzwy ta Nora miała taki pazur i histerię w oczach. Odsyłam do recenzji http://fit-steria.blog.pl/2013/01/30/gotowy-produkt-sztuczny/

 Jeśli chodzi o to co przed chwilą zobaczyłam to mam mieszane uczucia. Z jeden strony uwiodła mnie prosta dekoracja. Kolejny plus spektaklu to świetna reżyseria świateł, momentami banalna, ale wprowadzająca chaos tudzież rytm momentami. Muzyka, która była dla mnie drugoplanową rolą. Bardzo podobały mi się małe myki. Dwójka aktorów grała podwójne role. Żeby widzom się nie myliło zastosowali prosty zabieg. Albo np. zdejmowali część garderoby, albo dodawali jakiś charakterystyczny element. Proste, ale weź na to wpadnij.

Koprodukcja Flandrii i Holandii zrobiła jednak coś, co lubię w teatrze współczesnym najbardziej. Aktorzy wyszli do publiczności. Flirtowali z nami (zwłaszcza odtwórczyni roli Nory), rozmawiali, uśmiechali się i to wszystko w roli. Taki żywy teatr, gdzie przełamujemy te zasadę czterech ścian uważam za niezwykle interesujący.

Najważniejsi są jednak aktorzy. Ewidentnie reżyser postawił na nich. No i na słowo….które było czasem niezwykle trudno w odczytaniu. Ponieważ grupa mówiła po angielsku, akcenty tej bardzo fajnej koprodukcji czasem mnie raziły. Aktorzy jednak są w tym wszystkim najważniejsi. Uważam, że Nora była trochę zbyt rozhisteryzowana i jakby obok, za to Torwald skradł od razu moje serce (czego w Poznaniu nie zrobił niestety Andrzej Niemyt). Taniec uwalniający wszelkie emocje, zmysły, poszarpany, oderwany od rzeczywistości obudził mnie bardzo.

Żeby nie było, że aż tak mi się podobało ( bo wymieniłam trochę plusów).  Możecie myśleć, że szalenie mi się podobało- a to nie będzie prawdą,  czas na minusy. Przede wszystkim za długie. To refleksyjny tekst (chociaż czasem zabawny), który potrafi psychicznie zmęczyć. Człowiek się zastanawia nad swoimi relacjami z ojcem, mężczyznami i to akurat mnie bardzo cieszy, ale powinien więcej rozmyślać po spektaklu niż w trakcie. Spektakl momentami nużył także z braku akcji na scenie. Dwie mocne sceny widz zapamięta owszem, ale nie na dłuższą metę. Brakowało mi czegoś, co by nadawało większego tempa.

A o poznańskiej publiczności, która miała czelność w trakcie spektaklu wychodzić nie chcę już nawet pamiętać. To jest teatr kochani, a nie folwark zwierzęcy.

Pierwszy dzień  Festiwalu uważam za udany!

 

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii FiT-steria na Malcie

 

Festiwal Malta rozpoczęty

24 cze


Julia Rybicka

Jako urodzona poznaniara cieszę się ogromnie, że w tym roku przyszło mi uczestniczyć w Festiwalu Malta jako prasa. Dlatego podejmuje to wyzwanie z wielką radością i postaram się relacjonować Wam wydarzenia, którym będę się przyglądać.
Na Placu Wolności powstało biuro Festiwalowe, gdzie możecie uzyskać wszystkie najświeższe informację. No to zaczynamy relację z Festiwalu Malta!
każdy znajdzie w programie coś dla siebie. W tym roku dużo się dzieje. Widowiska rozstrzelone są po całym mieście, dzięki czemu my Poznaniacy możemy przypomnieć sobie zakurzone miejsca, a przyjezdni poznają nasze piękne miasto.
O godzinie 10 rano Polska Telewizja Publiczna Program Drugi w śniadaniowym cyklu pokazał relację z rozpoczęcia Festiwalu, gdzie poznański zespół Żuki Rock&Roll Band przywitał festiwalowych gości i miliony widzów przed telewizorami. Mnóstwo dziennikarzy z całego świata o godzinie 11 zjadło wspólne śniadanie , a już o 12 przystąpiło do odprawy. Fotoreporterzy zarejestrowali wszystko swoim czujnym okiem. Zatem zaczynamy.

Teatr, Muzyka, Taniec, Film, Sztuki Wizualne i Generator Malta ruszają pełną parą.

To co danego dnia możecie państwo obejrzeć wyczytacie na stronie Festiwalu


http://malta-festival.pl/pl/news/sprawdz-co-wolno-dzis-zobaczyc-na-malcie

To co JA dziś polecam to :

sztuki wizualne” Transnature is here” , które odbędą się w od godziny 17 w Starej Rzeźni. koncert zespołu Żuki Rock&Roll Band o 17:00 na Placu Wolności.
Co mnie jednak dziś najbardziej cieszy to „NORA” czyli Ibsen! sala Aula Artis godz. 19:00 !

No jestem bardzo ciekawa jak tegoroczny Festiwal wypadnie!
Widzimy się na miejscu?

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii FiT-steria na Malcie