RSS
 

Archiwum dla kategorii ‘Bez kategorii’

Z pamiętnika blogerki

30 lis

Julia Rybicka

Nic nie rozumiem co się dzieje w tym kraju. W teatrze. Wśród widzów. Nic, a nic.

Reakcja publiczność (ustawionej) w Teatrze Starym, nagonka na dyrektora, postulaty, listy publiczności, aktorów zachowania. Świat zwariował?

Nie odbiegajmy zatem tak daleko. W naszym prowincjonalnym mieście Poznaniu (tak PROWINCJONALNYM, a jestem urodzoną poznanianką i kocham to miasto) też już niczego nie rozumiem.

„Sen nocy letniej”  Kościelniaka w Teatrze Nowym  to doskonała wariacja na temat. Do tego cała zaśpiewana, wytańczona. Kiedy Michał Kocurek śpiewa o prawdziwej miłości, leci mi łza..…A to przyjaciel w dodatku i  nie powinnam tak pisać. Recenzent nie powinien pić kawy, wódki, jeść z nimi tatara i rozmawiać w palarni do białego świtu, bo nie wypada. Bo to konflikt interesów, bo nie wolno. Bo koleżanki i koledzy (ich,nie moi) zawistni będą psioczyć po kątach, albo nawet powiedzą prosto w twarz (im, nie mi),że sypiają ze mną za dobre recenzję.

Chciałam temat przemilczeć, ale skoro tak prowokujecie i nadarzyła się okazja to dlaczego nie?

Nie rozumiem Was moi drodzy doprawdy. Nigdy nie zadowolę wszystkich i nie jestem w stanie być w 100% obiektywna. Nie zaniecham też pewnych przyjaźni z racji waszej zawiści. I nie zrozumiem dlaczego zostaje zdjęty spektakl „Sen nocy letniej” po prostu tego nie rozumiem. Lekko, z dowcipem, muzycznie, ruchliwie, wyraziście zrobiony Szekspir. W końcu! O strażnicy poety, wieszcza, angielskiej poezji szkoda, że tego nie zobaczycie. Jutro ostatni spektakl. Ja się pytam dlaczego? Pełna widownia, wśród nich szkoły „gimbaza”, ale także koneserzy prawdziwej sztuki. Magia. Zespół gościnnych aktorów powala mnie na kolana. Adrian Wiśniewski, Krzysztof Żabka, Łukasz Mazurek- panowie wielkie wielkie brawa. Widownia podnosi się na oklaskach. Wszyscy wstają. Aktorzy wzruszeni, widać, że kochają grać ten spektakl. Tytuł schodzi w niedziele… trochę szkoda. Mam jednak nadzieje, że przyjdzie coś nowego i lepszego, a  przynajmniej równie dobrego.

I  nie będzie z tego recenzji poświęconej spektaklowi, bo właśnie ją powyżej w kilku słowach napisałam. A z 2 strony po co mam pisać, żeby „koleżanki” miały kolejny powód do atakowania ? Posądzania mnie o konszachty? Doprawdy dzieciniada i cyrkowi bliższe niż teatrowi zachowanie.

Głęboko wierzę, że w poznańskich teatrach zaczynają dziać się dobre rzeczy i zmiany, które proponuje dyrekcja nie dobije się wielką czkawką na nas-widzach.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

ROZKWAŚ POLAKA

21 lis

Julia Rybicka

ROZKWAŚ POLAKA

14.12.2013 godz 20:00

Monodram „Rozkwaś Polaka” POZNAŃSKA PREMIERA
Przez tę moją pracę coraz bardziej upodabniam się do statystycznego Polaka, robię się coraz bardziej średni i przeciętny. Jestem Polakiem. ROZKWAŚ POLAKA! Komediowy monodram wg tekstu Wojtka Miłoszewskiego w reżyserii Marty Ogrodzińskiej-Miłoszewskiej. W roli głównej, tytułowej i jedynej: Marcin Kwaśny.
PO SPEKTAKLU ODBĘDZIE SIĘ SPOTKANIE Z AKTOREM. Spotkanie poprowadzi Julia Rybicka www.fit-steria.blog.pl

Bilety na stronie: http://bilety24.pl/events/view/id/8950/PRZEDSTAWIENIE_ROZKWAS_POLAKA

oraz pod numerem tel: 504 498 335
Cena: 55 zł
GDZIE? Za Cytadelą, róg Brandstaettera, 61-659 Poznan

O Aktorze:

Dla przyjaciół słodki, dla wrogów gorzki. Wbrew nazwisku jest życiowym optymistą. Pochodzi z jednego z najcieplejszych miast w Polsce – Tarnowa.
Pierwsze kroki na scenie stawiał w wieku lat 15 grając główną rolę w sztuce Jerzego Zawieyskiego „Rozdroże Miłości”. Dwa lata później zagrał Cypriana Norwida w Teatrze Młodego Widza u boku profesjonalnych aktorów.
Jest absolwentem Warszawskiej Akademii Teatralnej i aktorem stołecznego Teatru Kwadrat.. Występuję także gościnnie w Teatrze Miejskim w Gdyni.

Widziałam, polecam i zachęcam. Marcin zrobił na mnie ogromne wrażenie już przy naszym pierwszym spotkaniu. Na scenie jest profesjonalistą, na życie optymistą. Zabawna, czasem wprawiająca w zadumę historia nas Polaków, który swoje przywary ukrywamy pod płaszczami codzienności. „Rozkwaś Polaka” to naprawdę świetny monodram. Dlatego wraz z przyjaciółmi zaprosiliśmy Kwaśnego do Poznania. Poniżej link do recenzji zaprzyjaźnionego Miernika:

http://miernikteatru.blogspot.com/2013/04/rozkwas-polaka-rez-marta-ogrodzinska.html

Na FiT-sterii także recenzja doskonałego filmu z udziałem Marcina „Rezerwat”

http://fit-steria.blog.pl/2013/05/14/warszawski-paryz/

ZAPRASZAM DO ZAKUPU BILETÓW JAK NAJSZYBCIEJ. MIEJSCA OGRANICZONE

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Podniosła się kurtyna milczenia

17 lis

Foto: https://www.google.pl/search?q=gor%C4%85czka+czerwcowej+nocy&source=lnms&tbm=isch&sa=X&ei=vsaIUu7PLsTh4QSFt4Eo&ved=0CAcQ_AUoAQ&biw=1254&bih=582#facrc=_&imgdii=_&imgrc=1s0IwHfY-nBSpM%3A%3BY_4WC4eR9BEHdM%3Bhttp%253A%252F%252Fb.lepszypoznan.pl%252Fwp-content%252Fuploads%252F2013%252F11%252FGoraczka-czerwcowej-nocy-2-800×533.jpg%3Bhttp%253A%252F%252Fwww.lepszypoznan.pl%252F2013%252F11%252F14%252Fpoznan-w-nowym.html%3B800%3B533

Julia Rybicka

28 czerwca 1956 roku w Poznaniu na ulicę wyszli robotnicy Zakładów Przemysłu Metalowego Hipolita Cegielskiego. Niezadowoleni ze swojego bytu w zakładzie, który nie zastosował się do ich postulatów o godne i sprawiedliwe traktowanie oraz należyte wynagrodzenie. Nie zjawili się na stanowiskach pracy i  w absolutnym milczeniu wyszli z wysoko uniesionymi głowami ku centrum miasta Poznań. Nie trudno się domyślić dokąd zmierzali- do „najważniejszej jednostki społecznej” czyli  władzy-tyranów, którzy czynili z nich niewolników (Miejska Rada Narodowa i Komitet Wojewódzki Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej).Początkowo w ciszy, z hasłami wypisanymi na prześcieradłach walczyli o lepsze życie, lepszy Poznań, lepszą Polskę. Hasła takie jak: „Jesteśmy głodni”, „Precz z wyzyskiem świata pracy!”, „Chcemy wolnej Polski”, „Wolności”, „Precz z bolszewizmem” „My chcemy Boga”, „Żądamy religii w szkołach!” są nam wszystkim dobrze znane właśnie z tamtych wydarzeń. Te sądne dni nazwano wypadkami czerwocwymi, czarnym czwartkiem, to zdarzenie, którego nie powinno  mieć miejsca. Wybrzmiewające pieśni religijne, hymny, wykrzykiwane hasła propagandowe, wylane łzy przez kobiety- tyle cierpienia.

UB wkracza do akcji. Władze postanawiają pozbyć się ludu, stłumić ten tłum. Dochodzi do ostrzeliwań. Giną ludzie… Następnie dochodzi o aresztowań, przesłuchań (katuje się aresztowanych).Krew, ból, niesprawiedliwość, cierpienie. W imię  zasady ówczesnego Prezesa Ministrów Józefa Cytrankiewicza i jego słynnych słów: „każdy prowokator czy szaleniec, który odważy się podnieść rękę przeciw władzy ludowej, niech będzie pewny, że mu tę rękę władza ludowa odrąbie”.

Legendą i ikoną staje się bohaterska, ale prawdopodobnie przypadkowa śmierć najmłodszego uczestnika marszu poznańskiego czerwca Romka Strzałkowskiego lat 13.

Historia, która długo jeszcze będzie w pamięci i sercach poznaniaków, a o której przypomniało nam dwóch wspaniałych twórców współczesnego teatru Tomasz Śpiewak i Remigiusz Brzyk. Mowa oczywiście o najnowszej premierze Teatru Nowego „Gorączka czerwcowej nocy“, która miała miejsce wczoraj.

W 1981 roku, kiedy usiłowano spuścić „kotarę milczenia“ (którą zawiesiła ówczesna władza i trwała do 89) powstaje spektakl „Oskarżony : Czerwiec 56‘ “ o tym, czego nie można było powiedzieć, o tym czego nie można było pokazać. A ludziom się to należy. Pamięć! I tak Izabela Cywińska (ówczesna dyrektorka Teatru Nowego) wraz z Januszem Michałowskim postanowili odtworzyć ku pamięci wydarzenia tamtych dni. Scenariusz napisał dziennikarz Włodzimierz Braniecki wraz z panią dyrektor. Spisanie świadków, prokuratorów, sędziów, którzy w tamtych latach jeszcze żyli, pomagali aktorom wcielić się w ich postaci, zaglądali w publiczność tworząc nowy teatr, nową teatralną rzeczywistość i budując w ten sposób historię Teatru Nowego. Spektakl zagrano 99 razy i ani razu nie został zarejestrowany! Dlaczego? Setny spektakl miał odbyć się 13.12.1981, ale do tego już nie doszło…

I tak wczorajszego wieczoru do sprawy podeszli twórcy „Gorączki czerwcowej nocy“. Kiedy weszłam do teatru nie mogłam się odnaleźć.  Spokój, cisza, większość publiczności zasiadła już na widowni. Pan Dyrektor Kruszczyński jak zawsze elegancki i szarmancki wita swoich gości, ale jest zachowana absolutna cisza, bo tego wymaga w końcu powaga sytuacji. Znajduję się na sali, która mnie oczarowuje. Nagle to my- widzowie zasiadamy w miejscu sceny, podczas gdy widownia się w nią zamienia. Istna rewolucja. Rozglądam się po sali i widzę władze miasta, sam marszałek przybył, zasiada także historia tego teatru Pani Izabela Cywińska. Toszto dla nas wielkie wydarzenie, przeżycie. Mam wrażenie, że jestem świadkiem czegoś historycznego. I jestem. I dumna żem z Poznania tej.

Po bokach „nowej“ sceny zawisły hasła wcześniej wspominane jak „Chcemy chleba“ etc. Pod sufitem zawisła biała płachta, która służyć będzie jako ekran. Kamery postawione w teatrze na wprost wejścia do niego dodają tajemnicy i współczesności. Na scenie pojawia się Zbigniew Grochol i Andrzej Lajborek dwóch aktorów, którzy zagrają samych siebie. Służyć będę też jako narratorzy. Opowiadają jak to było 32 lata temu, kiedy na tej scenie obaj zagrali w premierowym spektaklu „Cywy“ o poznańskim Czerwcu 56‘. Ogromne instalacje z hasłami propagandowymi zamieniają się teraz w zdjęcia wspominanych aktorów, którzy zagrali w tym wielkim dziele sprzed lat.

Okienka, które znajdują się na tyłach widowni służą na co dzień obsłudze technicznej- dzwiękowcom, oświetleniowcom etc. Dziś zamieniają się w portiernię, te sprzed lat, w której częściowo dziać będzie się przedstawienie. Portierka to stróż teatru, w dzień i w noc. Wie wszystko i o wszystkim, dlatego jest w teatrze najważniejsza. To od niej zależy czy delikwent wejdzie do teatru czy nie. Należy się wpisać do zeszytu, bo inaczej goni po całym budynku aż nie znajdzie artysty, co to zapomina o obowiązku pokwitowania przybycia do pracy. W te rolę wcieliła się Małgorzata Łodej-Stachowiak, która bawi publikę.

Ale hola hola, pani portierka pijąc kawę w szklance z koszyczkiem ma w swojej dziupli pewnego dziennikarza. Tak tak, to ten sam Włodzimierz Braniecki (współscenarzysta „Oskarżonego (…)“. Opowie nam jak to się stało, że się przyczynił do powstania dzieła, jak nad nim pracował, kogo spotkał na swojej drodze i ile było zamieszania, łez i radości podczas prób do spektaklu. Niezawodny jak zawsze Mariusz Zaniewski, który oczarowuje swoim urokiem, inteligencją i niesamowitą energią, aż zaraża nią widownię. Jego przyjaciela poetę zagrał natomiast Andrzej Niemyt, którego do tej pory nie doceniałam w swoich tekstach, a którego w tym spektaklu należy nagrodzić brawami.

Pierwsza częśc spektaklu opowiada głównie o powstaniu sztuki w 81 roku, nie zapominając o tym co działo się na ulicach. Hołd oddaje autor budowie pominika dwóch krzyży, który znajduje się na placu Mickiewicza. Rzeźbiarza, któremu początkowo nie uznano projektu,postać  Adama Graczyka świetnie przedstawia aktor Nikodem Kasprowicz, który podnosi dramaturgię w scenach z jego udziałem. Wiele możnaby pisać i uznanie należy się każdemu z aktorów i każdej z postaci, które pojawiają się na scenie. Aleksander Machalica jako jeden z robotników, Martyna Zaremba jako autorka książki o zdarzeniach czyli Zofia Trojanowiczowa, Dorota Abbe jako Teofila Kowal i pozostali: Paweł Binkowski, Janusz Grenda, Paweł Hadyński, Ildefons Stachowiak.

Świetnym zabiegiem w spektaklu jest postać Kory, Persefony odegranje przez Martę Szumiel, która sporadycznie pojawia się przed kamerą ustawioną w sródku teatru nie mówiąc ani słowa usiluje do niego wejść. Kiedy na końcu jej się to uda, otworzy się w końcu puszczka Pandory…

Poza (moim zdaniem) świetnym Mariuszem Zaniewskim jest jeszcze wyjątkowa rola fenomenalnej aktorki Danieli Popławskiej, która wciela się w rolę matki zabitego Romka Strzałkowskiego. Tak wruszająca, prawdziwa i przyprawiająca o gęsią skórkę rola zasługuje na szczególne wyróżnienie i wielkie podziękowania. Przez jej monolog, (który rozpoczyna jakby drugą część spektaklu),  po zabawnych tekstach jak np. „To jest z zagranicy. Znacz się z Warszawy“ i sprytnych rymowankach napisanych przez Śpiewaka, człowiek nabiera dystansu i pokory wobec śmierci, która przychodzi tak niesprawiedliwie. Wobec bólu i cierpienia matki, której zabito syna. Wobec historii, która przemija, a która powinniśmy czcić jak zrobili to autorzy poznańskiego teatru.

Wiele „smaczków“ posiada „Gorączka czerwcowej nocy“ i wyobrażam sobie jaki chaos wprowadziłam w swojej wypowiedzi. To są emocje pisane dnia następnego, a które do tej pory utrzymują się we mnie i wiem, że w pozostałych widzach także. Oddany został hołd wielu zabitym i cierpiącym, nie sposób ich teraz wymienić, ale wszyscy wiemy kim on i byli.

Wzruszająca chwila kiedy przemawiała pani Izabela Cywińska („To był piękny i mądry spektakl”) oraz kiedy wśród publiczności zostali wymienienie przez dyrektora Kruszczyńskiego świadkowie tamtej premiery i zdarzeń. Łzy aktorów na scenie, publiczności, nieustające brawa na stojąco- to był historyczny dzień w moim życiu i w życiu obecnych na premierze gości.

Na koniec zabawnie zorganizowany bankiet premierowy:  pajdy chleba z pasztetową zawinięte w szary papier, szneka z glancą, „strzalik” wódki żytniej i oranżada… jak za dawnych lat (tak mówili starsi koledzy).

Niezwłocznie zapraszam do teatru!

 

 

 

 

 

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Michał Bałucki po warszawsku

12 maj

Julia Rybicka

Kiedy na studiach pisałam pracę z „Grubych ryb” Michała Bałuckiego, nie przypuszczałam, że będę miała okazję zobaczyć tę sztukę w Teatrze Polonia w Warszawie. Krystyna Janda podejmuje się reżyserii sztuki. I to krótko po otwarciu swojego teatru. Dlaczego ta tematyka? Bo przyciągnie widzów do teatru. XIX-wieczna sztuka bawi przecież do dziś. Jeśli ktoś interesuje się Bałuckim i jego twórczością to niestety dopatrzy się wielu błędów oraz dodanych do całej historii masy (nie wiem czy do końca potrzebnych) zabiegów. Jeśli chodzi o rozrywkę, której teatr powinien dostarczać to oczywiście „Grube Ryby” Jandy całkowicie spełniają założenia. Ja jednak nie tego szukam w teatrze. Utwór jest komediowy, ale w wykonaniu warszawskich aktorów staje się farsą. Czasem przekraczają granicę tego gatunku.

Scenografia Macieja Putkowskiego  wpasowuje się w historię. Bo tutaj nie można uwspółcześniać  za bardzo, żeby nie przegiąć. Rzecz dzieje się przecież dwa wieki temu. Zatem w ramach czasowych wszystko u Jandy gra. Stare meble, kostiumy z tamtej epoki zostały zachowane. Język, którym posługują się bohaterowie także. Nie wyobrażam sobie, że aktorzy starej daty, którzy grają starsze mieszczańskie małżeństwo Ciaputkiewiczów (w tych rolach bezbłędni I. Gogolewski, W. Mazurkiewicz) mówili językiem współczesnym. To mogłoby razić, a tak macie państwo okazję posłuchać staropolszczyzny świetnie podanej przez aktorów.

Rodzinę Ciaputkiewiczów namiętnie odwiedzają stare, samotne wygi, szukający rozrywki Pagatowicz (A. Barciś) i Wistowski  ( S. Orzechowski). Pewnego dnia do domu Ciaputkiewiczów przyjeżdża wnuczka z pensji Wandzia (M. Kocik) wraz z koleżanką Helenką (J. Schneider). Młode, figlarne panienki mają oczywiście pewien plan. Wandzia będzie próbowała oswoić dziadków z myślą zamążpójścia, a stryja narzeczonego  Wistowskiego przekonać do ślubu. Helena zaś  usiłuje wyłudzić na Pagatowiczu piękną, jedwabną suknię z Wiednia. Panowie jednak, którzy są tak zwanymi grubymi rybami czyli majętnymi kawalerami odbiorą intrygi młodych dziewcząt opatrznie, co przysporzy wiele zabawnych sytuacji.

To widz, wiedząc od początku jaka jest prawda będzie mieć największą frajdę.

To dość lekki utwór, który nie wymaga od nas specjalnej wiedzy i uruchomiania drugiej półkuli. Nie ma tutaj nic nadzwyczajnego. Ludzkie relacje, układy, nadinterpretacje to nie obce nam uczucia. Janda prowadzi poprawnie całą historię. Aktorzy dźwigają piętno postaci. Jednakże to Orzechowski jest dla mnie mistrzem tego rozdania. Pomimo iż wraz z Barcisiem są mocno przerysowani, prowadzeni grubą krechą to Orzechowski broni się w tym doskonale. Jego autentyzm w tym komizmie jest piorunujący i nie potrafiłam oderwać od niego wzroku. Mocne, duże, charakterystyczne gesty sprawiają, że „papa sama się śmieje”. Barciś łapie się oczywiście w to wszystko, ale tego błazeństwa in plus oczywiście, trochę już mam za dużo. Robi to perfekcyjnie, ale przyzwyczaił mnie już do tego, że gra takiego clowna i tutaj nawet wyglądem przypomina go w pełni. Co nie zmienia faktu, że wpisany jest idealnie.

Na koniec kilka słów o warszawskiej publiczności. Zawiodłam się i to bardzo. Panie za mną komentowały cały spektakl, mówiąc kto, kogo gra, w jakim serialu. Małżeństwo przede mną natomiast wchodziło w słowo, bądź dopowiadało aktorom z widowni. Wydawało mi się, że jednak ta publiczność jest już obyta ze znanymi twarzami i potrafi się w teatrze zachować. Nic bardziej mylnego. Mimo tego iż tematyka sztuki jest dość, nazwijmy to, luźna, nie zwalnia nas to z zachowania pewnej kultury zachowania w teatrze wymyślonej już wieki temu. Niestety widz staje się coraz bardziej rozluźniony i niesforny. Warszawskie salony pod tym względem zawiodły mnie. Jednakże do samej sztuki nie mam wybitnych zastrzeżeń. Kiedyś zrobię taki eksperyment. Postawię budkę z popcornem przed wejściem na widownię. Założę się, że 80 % publiczności nie zawaha się nad kupnem i wniesieniem tego na salę. Przykre, ale prawdziwie. Póki nie sprzedają jednak popcornu zapraszam do teatru…

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Nie taka rzeź

04 maj

Julia Rybicka

 Kiedy do Poznania przyjeżdża stolica,  do poznańskiej opery walą drzwiami i oknami. Wygłodzeni czymś, do czego nie są przyzwyczajeni widzowie, chętnie odwiedzają Teatr Wielki z tej okazji. Tym razem przyjechał Teatr Szóste Piętro pod dyrekcją Michała Żebrowskiego. Przy służbowym wejściu do naszej opery gromadzą się od rana „wierni fani”, którzy Jolantę Fraszyńską mylą z Anną Dereszowską. Busem podjeżdża ekipa aktorska: dwie wyżej wymienione panie, pan dyrektor Żebrowski. Po chwili na miejsce dociera Cezary Pazura. Poznańska publiczność tłumnie zbiera się na pierwszy spektakl. Zasiadam wraz z techniczną ekipą Szóstego Piętra. Trochę się boję, bo bardzo spodobał mi się film „Rzeź” Polańskiego, na podstawie którego zaraz będę oglądać sztukę.

Obawy mijają bardzo szybko na szczęście. Świetnie zgrany zespół aktorski nie zawodzi, a wręcz podnosi mnie na duchu, że są jeszcze na tym świecie dobrzy aktorzy.

Historia jest banalna, chociaż zabawna. Dwa małżeństwa spotykają się, żeby załagodzić sprawę bójki ich dwóch synów. Wynika z tego masa śmiechu, dużo nieporozumień. Jedni są bardzo skromni, dość ekscentryczni. Ona zakochana w kulturze Bliskiego Wschodu, on sprzedawca spłuczek do toalety. Drudzy są tak zwanymi inteligentami. Ojciec-mąż to prawnik, który non stop odbiera telefon, czym tylko wkurza żonę. Przyszli dogadać się politycznie, bo przecież w dzisiejszych czasach wiadomo, że mogłoby dojść do niezłej rzezi w sądzie. Przecież jeden z chłopców stracił aż 2 zęby…

Wszystko dzieje się swoim tempem. Na początku powściągliwi rodzice próbują bronić swoich dzieci zwalając winę na tego drugiego. Przypomnę: mistrz spłuczek do toalet wyrzucił chomika na ulicę oszukując dziecko, że gdzieś się zapodział. W filmie ten chomik ma piękną ostatnią scenę, w sztuce niestety zostaje trochę zbagatelizowany, aczkolwiek dzięki Cezaremu Pazurze nietrudny do niezauważenia. Komizm Pazury świetnie pasuje do postaci, którą odtwarza połączony z posągowym Panem Tadeuszem-czyli Michałem Żebrowskim na zasadzie kontrastu sprawia, że widz bawi się świetnie. Kobiety w tej sztuce są dość mocne w swoich rolach. Jolanta Fraszyńska, nie pokazała nic nowego w swoim rozwoju warsztatu aktorskiego, ale jest świetna sama w sobie.  Zobaczyłam te samą „Frasię”, którą wielbię od lat. Anna Dereszowska za to uchyliła zabawną stronę swojego talentu, ale nie śmieszną. Aktorzy byli bardzo poprawni i mocno trzymali się filmowych wzorców moim zdaniem. Oczywiście zrobili to iście po polsku, ale w dobrym stylu.

To opowieść, którą warto obejrzeć nie tylko ze względów politycznych. Zabawnie pokazane sytuacje, które na każdym polu, nie tylko rodzinnym, toczymy każdego dnia. To jak facetów zostawić z wódką, czy whisky spowoduje, że zawsze się dogadają. O niezmiennym nieporozumieniu kobiet i walki w stadzie. Inteligentnie napisana sztuka w doborowym towarzystwie celebrytów warszawskich powoduje, że człowiek w poniedziałkowy wieczór wyłącza mózg i przychodzi do teatru się odprężyć. Co mi udało się zrobić podczas obu tych spektakli.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Powitać!

14 sty

Witam!

Jestem absolwentką filmoznawstwa, Uniwersytetu Adama Mickiewicza, pasjonatem różnego rodzaju sztuki, filmu i teatru przede wszystkim. Na moim blogu mam zamiar recenzować filmy, oraz spektakle teatralne. A z czasem pojawią się też felietoniki. Pomysł powstał ponieważ znajomi na ‚fejsie’ dość mają moich postów, w których tak bardzo bronię polskiego kina (i nie tylko). Namówili mnie na taka formę przekazywania swoich opinii i refleksji.

Nie chciałabym, żeby blog był wybitnie hipsterski. Jest on moim wewnętrznym impulsem, który sprawił, że będę się z Wami dzielić myślami na temat otaczającej mnie sztuki, obserwacjami braku rozumienia przez widza i niekoniecznie konstruktywnej krytyki wobec tworzonych dzieł.

Z góry przepraszam za wszelkie niedociągnięcia. Mam nadzieje, że z czasem będzie coraz lepiej. Dodam, że NIE piszę tak, jak nam na studiach przykazano bo: A – nigdy tego nie umiałam robić poprawnie; B – filmoznawcze analizy mnie nudzą, a Wy nie chcecie tego czytać.

Pozdrawiam i czekajcie na 1 recenzję. Już niebawem. Przyjemności…albo i nie. gadajcie co chcecie, a najlepiej w kontrze – napiszcie. Niech mówią co chcą, ważne że coś się dzieje – to moje motto!

FiT- steria to skrót od Filmu i Teatru (a nie od fitnessu), a sterie już sobie sami dopowiedzcie. ;)

Julia Rybicka – założyciel

Marta Kwapisz- korekty,edycja

Jakub Nieszporek-admim

 

Szukajcie nas na fejsie : http://www.facebook.com/pages/fit-steriablogpl/396547017105659

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii