RSS
 

Archiwum - Styczeń, 2014

Kobra przedstawia: Wspólniczka

13 sty

zdjęcie: archiwum teatru tv

Julia Rybicka

Jak bardzo się cieszę, że żyję w czasach kiedy technika poszła tak do przodu, że dzięki „internetom” mogę częściowo wczuć się w klimat minionych lat i nadrobić zaległości z teatru telewizji.

W latach 50 i 60 powstał cykl teatru telewizji pt. Kobra. Szybko stał się najpopularniejszym emitowanym programem. Z początku nadawany na żywo ( z przyczyn technicznych), później nagrywany i odtwarzany po Dzienniku Telewizyjnym . Jakże przykro mi, że nie żyłam w tamtych czasach…

Postanowiłam przypomnieć państwu i sobie stare, dobre spektakle tamtych lat. Na widelcu jako pierwszą sztukę wybrałam „Wspólniczkę”. Francuska, czarna komedia kryminalna autorów: Jacques Remy i Louis’a C. Thomas’ a została zaadaptowana przez Janusza Majewskiego i wyemitowana w ‘73 roku.

Historii takich ja ta, znamy wiele. Pewien literat ( Roman Wilhelmi) postanawia zamordować żonę. Nie robi tego jednak sam, angażuje wspólniczkę (Małgorzata Niemirska). I tu co ciekawe. O dokonanym morderstwie dowiadujemy się już na samym początku. Hitchcock zawsze powtarzał, że ‚prawdziwy film powinien zacząć się od trzęsienia ziemi, by później rosły emocje’. Odnoszę wrażenie, że dzięki świetnie dramaturgii i niesamowicie precyzyjnie budowanej roli przez wybitnego Wilhelmiego, tak stało się w przypadku „Wspólniczki”.

Literat, żeby zapewnić sobie alibi zaprasza do domu przyjaciółkę żony wraz z mężem. Co ciekawe widz dowiaduje się, że zainteresowany miał kiedyś z tą kobietą romans. W tej roli piękna i zmysłowa Ewa Wiśniewska. Ku jego zaskoczeniu do domu przybywa jednak tylko ona. Męża niestety coś zatrzymało. Podczas zalotnych flirtów z piękną przyjaciółką zjawia się inspektor ( Tadeusz Bartosik) z informacją o wypadku żony głównego bohatera. Jej zwłoki znalezione zostały w rozbitym samochodzie. Dość dociekliwy inspektor pojawi się jeszcze w życiu naszego bohatera i nękać swoimi podejrzeniami będzie go nie raz, nie dwa…

I jeśli myślicie, że to koniec tej historii to koniecznie musicie zobaczyć ten spektakl. Co najważniejsze istotna rolą tej konkretnej sztuki, są świetne kreacje aktorskie. Wilhelmi niczym kameleon kreuje swojego mordercę. Na początku speszony, później niczym młodzieniec uprawiający zaloty do damy, aż na końcu furiat niepełny rozumu. Jego morderca to w pełni przemyślana postać, przypominająca momentami Raskolnikowa Dostojewskiego. Do tego znany jako Anioł w „Alternatywach” czy ponadczasowy już Dyzma, swoją „gębą błazna” zachowuje absolutną powagę, co przyprawia czasami o dreszcze. Napięcie, które buduje przez godzinę spektaklu nie spada ani na chwileczkę. Nic dziwnego, partnerują mu świetni aktorzy. Wiśniewska jako dama zakochana w nim od lat, która poświęcić może nade wszystko. W jej mowie słychać jeszcze pozostałości po słynnym ‘l’ przedniojęzykowo- zębowym (tak dobrze znanym nam z kina powojennego). Tutaj jednak trąci tylko z lekka i nadaje aktorce wyrazu.

Postać jednak, która bawi najbardziej to mąż byłej przyjaciółki zamordowanej żony, który w furii zazdrości wpada do mieszkania mordercy w celu ostrzeżenia go przed romansem z jego żoną. Absolutnie wyrwana z rzeczywistości, ubrana jak muszkieter, przypominająca księcia Draculę z dwoma kłami na przodzie uzębienia , mnie osobiście kojarzy się ze Szpiegiem z Krainy Deszczowców. W tej roli Maciej Englert.

Cały spektakl trzyma widza za tak zwaną „mordę” i majstersztykowe aktorstwo nie daje nam oderwać się od ekranu ani na chwilę. Ach co to była za sztuka 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Kobra przedstawia