RSS
 

Archiwum - Listopad, 2013

Z pamiętnika blogerki

30 lis

Julia Rybicka

Nic nie rozumiem co się dzieje w tym kraju. W teatrze. Wśród widzów. Nic, a nic.

Reakcja publiczność (ustawionej) w Teatrze Starym, nagonka na dyrektora, postulaty, listy publiczności, aktorów zachowania. Świat zwariował?

Nie odbiegajmy zatem tak daleko. W naszym prowincjonalnym mieście Poznaniu (tak PROWINCJONALNYM, a jestem urodzoną poznanianką i kocham to miasto) też już niczego nie rozumiem.

„Sen nocy letniej”  Kościelniaka w Teatrze Nowym  to doskonała wariacja na temat. Do tego cała zaśpiewana, wytańczona. Kiedy Michał Kocurek śpiewa o prawdziwej miłości, leci mi łza..…A to przyjaciel w dodatku i  nie powinnam tak pisać. Recenzent nie powinien pić kawy, wódki, jeść z nimi tatara i rozmawiać w palarni do białego świtu, bo nie wypada. Bo to konflikt interesów, bo nie wolno. Bo koleżanki i koledzy (ich,nie moi) zawistni będą psioczyć po kątach, albo nawet powiedzą prosto w twarz (im, nie mi),że sypiają ze mną za dobre recenzję.

Chciałam temat przemilczeć, ale skoro tak prowokujecie i nadarzyła się okazja to dlaczego nie?

Nie rozumiem Was moi drodzy doprawdy. Nigdy nie zadowolę wszystkich i nie jestem w stanie być w 100% obiektywna. Nie zaniecham też pewnych przyjaźni z racji waszej zawiści. I nie zrozumiem dlaczego zostaje zdjęty spektakl „Sen nocy letniej” po prostu tego nie rozumiem. Lekko, z dowcipem, muzycznie, ruchliwie, wyraziście zrobiony Szekspir. W końcu! O strażnicy poety, wieszcza, angielskiej poezji szkoda, że tego nie zobaczycie. Jutro ostatni spektakl. Ja się pytam dlaczego? Pełna widownia, wśród nich szkoły „gimbaza”, ale także koneserzy prawdziwej sztuki. Magia. Zespół gościnnych aktorów powala mnie na kolana. Adrian Wiśniewski, Krzysztof Żabka, Łukasz Mazurek- panowie wielkie wielkie brawa. Widownia podnosi się na oklaskach. Wszyscy wstają. Aktorzy wzruszeni, widać, że kochają grać ten spektakl. Tytuł schodzi w niedziele… trochę szkoda. Mam jednak nadzieje, że przyjdzie coś nowego i lepszego, a  przynajmniej równie dobrego.

I  nie będzie z tego recenzji poświęconej spektaklowi, bo właśnie ją powyżej w kilku słowach napisałam. A z 2 strony po co mam pisać, żeby „koleżanki” miały kolejny powód do atakowania ? Posądzania mnie o konszachty? Doprawdy dzieciniada i cyrkowi bliższe niż teatrowi zachowanie.

Głęboko wierzę, że w poznańskich teatrach zaczynają dziać się dobre rzeczy i zmiany, które proponuje dyrekcja nie dobije się wielką czkawką na nas-widzach.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

ROZKWAŚ POLAKA

21 lis

Julia Rybicka

ROZKWAŚ POLAKA

14.12.2013 godz 20:00

Monodram „Rozkwaś Polaka” POZNAŃSKA PREMIERA
Przez tę moją pracę coraz bardziej upodabniam się do statystycznego Polaka, robię się coraz bardziej średni i przeciętny. Jestem Polakiem. ROZKWAŚ POLAKA! Komediowy monodram wg tekstu Wojtka Miłoszewskiego w reżyserii Marty Ogrodzińskiej-Miłoszewskiej. W roli głównej, tytułowej i jedynej: Marcin Kwaśny.
PO SPEKTAKLU ODBĘDZIE SIĘ SPOTKANIE Z AKTOREM. Spotkanie poprowadzi Julia Rybicka www.fit-steria.blog.pl

Bilety na stronie: http://bilety24.pl/events/view/id/8950/PRZEDSTAWIENIE_ROZKWAS_POLAKA

oraz pod numerem tel: 504 498 335
Cena: 55 zł
GDZIE? Za Cytadelą, róg Brandstaettera, 61-659 Poznan

O Aktorze:

Dla przyjaciół słodki, dla wrogów gorzki. Wbrew nazwisku jest życiowym optymistą. Pochodzi z jednego z najcieplejszych miast w Polsce – Tarnowa.
Pierwsze kroki na scenie stawiał w wieku lat 15 grając główną rolę w sztuce Jerzego Zawieyskiego „Rozdroże Miłości”. Dwa lata później zagrał Cypriana Norwida w Teatrze Młodego Widza u boku profesjonalnych aktorów.
Jest absolwentem Warszawskiej Akademii Teatralnej i aktorem stołecznego Teatru Kwadrat.. Występuję także gościnnie w Teatrze Miejskim w Gdyni.

Widziałam, polecam i zachęcam. Marcin zrobił na mnie ogromne wrażenie już przy naszym pierwszym spotkaniu. Na scenie jest profesjonalistą, na życie optymistą. Zabawna, czasem wprawiająca w zadumę historia nas Polaków, który swoje przywary ukrywamy pod płaszczami codzienności. „Rozkwaś Polaka” to naprawdę świetny monodram. Dlatego wraz z przyjaciółmi zaprosiliśmy Kwaśnego do Poznania. Poniżej link do recenzji zaprzyjaźnionego Miernika:

http://miernikteatru.blogspot.com/2013/04/rozkwas-polaka-rez-marta-ogrodzinska.html

Na FiT-sterii także recenzja doskonałego filmu z udziałem Marcina „Rezerwat”

http://fit-steria.blog.pl/2013/05/14/warszawski-paryz/

ZAPRASZAM DO ZAKUPU BILETÓW JAK NAJSZYBCIEJ. MIEJSCA OGRANICZONE

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Podniosła się kurtyna milczenia

17 lis

Foto: https://www.google.pl/search?q=gor%C4%85czka+czerwcowej+nocy&source=lnms&tbm=isch&sa=X&ei=vsaIUu7PLsTh4QSFt4Eo&ved=0CAcQ_AUoAQ&biw=1254&bih=582#facrc=_&imgdii=_&imgrc=1s0IwHfY-nBSpM%3A%3BY_4WC4eR9BEHdM%3Bhttp%253A%252F%252Fb.lepszypoznan.pl%252Fwp-content%252Fuploads%252F2013%252F11%252FGoraczka-czerwcowej-nocy-2-800×533.jpg%3Bhttp%253A%252F%252Fwww.lepszypoznan.pl%252F2013%252F11%252F14%252Fpoznan-w-nowym.html%3B800%3B533

Julia Rybicka

28 czerwca 1956 roku w Poznaniu na ulicę wyszli robotnicy Zakładów Przemysłu Metalowego Hipolita Cegielskiego. Niezadowoleni ze swojego bytu w zakładzie, który nie zastosował się do ich postulatów o godne i sprawiedliwe traktowanie oraz należyte wynagrodzenie. Nie zjawili się na stanowiskach pracy i  w absolutnym milczeniu wyszli z wysoko uniesionymi głowami ku centrum miasta Poznań. Nie trudno się domyślić dokąd zmierzali- do „najważniejszej jednostki społecznej” czyli  władzy-tyranów, którzy czynili z nich niewolników (Miejska Rada Narodowa i Komitet Wojewódzki Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej).Początkowo w ciszy, z hasłami wypisanymi na prześcieradłach walczyli o lepsze życie, lepszy Poznań, lepszą Polskę. Hasła takie jak: „Jesteśmy głodni”, „Precz z wyzyskiem świata pracy!”, „Chcemy wolnej Polski”, „Wolności”, „Precz z bolszewizmem” „My chcemy Boga”, „Żądamy religii w szkołach!” są nam wszystkim dobrze znane właśnie z tamtych wydarzeń. Te sądne dni nazwano wypadkami czerwocwymi, czarnym czwartkiem, to zdarzenie, którego nie powinno  mieć miejsca. Wybrzmiewające pieśni religijne, hymny, wykrzykiwane hasła propagandowe, wylane łzy przez kobiety- tyle cierpienia.

UB wkracza do akcji. Władze postanawiają pozbyć się ludu, stłumić ten tłum. Dochodzi do ostrzeliwań. Giną ludzie… Następnie dochodzi o aresztowań, przesłuchań (katuje się aresztowanych).Krew, ból, niesprawiedliwość, cierpienie. W imię  zasady ówczesnego Prezesa Ministrów Józefa Cytrankiewicza i jego słynnych słów: „każdy prowokator czy szaleniec, który odważy się podnieść rękę przeciw władzy ludowej, niech będzie pewny, że mu tę rękę władza ludowa odrąbie”.

Legendą i ikoną staje się bohaterska, ale prawdopodobnie przypadkowa śmierć najmłodszego uczestnika marszu poznańskiego czerwca Romka Strzałkowskiego lat 13.

Historia, która długo jeszcze będzie w pamięci i sercach poznaniaków, a o której przypomniało nam dwóch wspaniałych twórców współczesnego teatru Tomasz Śpiewak i Remigiusz Brzyk. Mowa oczywiście o najnowszej premierze Teatru Nowego „Gorączka czerwcowej nocy“, która miała miejsce wczoraj.

W 1981 roku, kiedy usiłowano spuścić „kotarę milczenia“ (którą zawiesiła ówczesna władza i trwała do 89) powstaje spektakl „Oskarżony : Czerwiec 56‘ “ o tym, czego nie można było powiedzieć, o tym czego nie można było pokazać. A ludziom się to należy. Pamięć! I tak Izabela Cywińska (ówczesna dyrektorka Teatru Nowego) wraz z Januszem Michałowskim postanowili odtworzyć ku pamięci wydarzenia tamtych dni. Scenariusz napisał dziennikarz Włodzimierz Braniecki wraz z panią dyrektor. Spisanie świadków, prokuratorów, sędziów, którzy w tamtych latach jeszcze żyli, pomagali aktorom wcielić się w ich postaci, zaglądali w publiczność tworząc nowy teatr, nową teatralną rzeczywistość i budując w ten sposób historię Teatru Nowego. Spektakl zagrano 99 razy i ani razu nie został zarejestrowany! Dlaczego? Setny spektakl miał odbyć się 13.12.1981, ale do tego już nie doszło…

I tak wczorajszego wieczoru do sprawy podeszli twórcy „Gorączki czerwcowej nocy“. Kiedy weszłam do teatru nie mogłam się odnaleźć.  Spokój, cisza, większość publiczności zasiadła już na widowni. Pan Dyrektor Kruszczyński jak zawsze elegancki i szarmancki wita swoich gości, ale jest zachowana absolutna cisza, bo tego wymaga w końcu powaga sytuacji. Znajduję się na sali, która mnie oczarowuje. Nagle to my- widzowie zasiadamy w miejscu sceny, podczas gdy widownia się w nią zamienia. Istna rewolucja. Rozglądam się po sali i widzę władze miasta, sam marszałek przybył, zasiada także historia tego teatru Pani Izabela Cywińska. Toszto dla nas wielkie wydarzenie, przeżycie. Mam wrażenie, że jestem świadkiem czegoś historycznego. I jestem. I dumna żem z Poznania tej.

Po bokach „nowej“ sceny zawisły hasła wcześniej wspominane jak „Chcemy chleba“ etc. Pod sufitem zawisła biała płachta, która służyć będzie jako ekran. Kamery postawione w teatrze na wprost wejścia do niego dodają tajemnicy i współczesności. Na scenie pojawia się Zbigniew Grochol i Andrzej Lajborek dwóch aktorów, którzy zagrają samych siebie. Służyć będę też jako narratorzy. Opowiadają jak to było 32 lata temu, kiedy na tej scenie obaj zagrali w premierowym spektaklu „Cywy“ o poznańskim Czerwcu 56‘. Ogromne instalacje z hasłami propagandowymi zamieniają się teraz w zdjęcia wspominanych aktorów, którzy zagrali w tym wielkim dziele sprzed lat.

Okienka, które znajdują się na tyłach widowni służą na co dzień obsłudze technicznej- dzwiękowcom, oświetleniowcom etc. Dziś zamieniają się w portiernię, te sprzed lat, w której częściowo dziać będzie się przedstawienie. Portierka to stróż teatru, w dzień i w noc. Wie wszystko i o wszystkim, dlatego jest w teatrze najważniejsza. To od niej zależy czy delikwent wejdzie do teatru czy nie. Należy się wpisać do zeszytu, bo inaczej goni po całym budynku aż nie znajdzie artysty, co to zapomina o obowiązku pokwitowania przybycia do pracy. W te rolę wcieliła się Małgorzata Łodej-Stachowiak, która bawi publikę.

Ale hola hola, pani portierka pijąc kawę w szklance z koszyczkiem ma w swojej dziupli pewnego dziennikarza. Tak tak, to ten sam Włodzimierz Braniecki (współscenarzysta „Oskarżonego (…)“. Opowie nam jak to się stało, że się przyczynił do powstania dzieła, jak nad nim pracował, kogo spotkał na swojej drodze i ile było zamieszania, łez i radości podczas prób do spektaklu. Niezawodny jak zawsze Mariusz Zaniewski, który oczarowuje swoim urokiem, inteligencją i niesamowitą energią, aż zaraża nią widownię. Jego przyjaciela poetę zagrał natomiast Andrzej Niemyt, którego do tej pory nie doceniałam w swoich tekstach, a którego w tym spektaklu należy nagrodzić brawami.

Pierwsza częśc spektaklu opowiada głównie o powstaniu sztuki w 81 roku, nie zapominając o tym co działo się na ulicach. Hołd oddaje autor budowie pominika dwóch krzyży, który znajduje się na placu Mickiewicza. Rzeźbiarza, któremu początkowo nie uznano projektu,postać  Adama Graczyka świetnie przedstawia aktor Nikodem Kasprowicz, który podnosi dramaturgię w scenach z jego udziałem. Wiele możnaby pisać i uznanie należy się każdemu z aktorów i każdej z postaci, które pojawiają się na scenie. Aleksander Machalica jako jeden z robotników, Martyna Zaremba jako autorka książki o zdarzeniach czyli Zofia Trojanowiczowa, Dorota Abbe jako Teofila Kowal i pozostali: Paweł Binkowski, Janusz Grenda, Paweł Hadyński, Ildefons Stachowiak.

Świetnym zabiegiem w spektaklu jest postać Kory, Persefony odegranje przez Martę Szumiel, która sporadycznie pojawia się przed kamerą ustawioną w sródku teatru nie mówiąc ani słowa usiluje do niego wejść. Kiedy na końcu jej się to uda, otworzy się w końcu puszczka Pandory…

Poza (moim zdaniem) świetnym Mariuszem Zaniewskim jest jeszcze wyjątkowa rola fenomenalnej aktorki Danieli Popławskiej, która wciela się w rolę matki zabitego Romka Strzałkowskiego. Tak wruszająca, prawdziwa i przyprawiająca o gęsią skórkę rola zasługuje na szczególne wyróżnienie i wielkie podziękowania. Przez jej monolog, (który rozpoczyna jakby drugą część spektaklu),  po zabawnych tekstach jak np. „To jest z zagranicy. Znacz się z Warszawy“ i sprytnych rymowankach napisanych przez Śpiewaka, człowiek nabiera dystansu i pokory wobec śmierci, która przychodzi tak niesprawiedliwie. Wobec bólu i cierpienia matki, której zabito syna. Wobec historii, która przemija, a która powinniśmy czcić jak zrobili to autorzy poznańskiego teatru.

Wiele „smaczków“ posiada „Gorączka czerwcowej nocy“ i wyobrażam sobie jaki chaos wprowadziłam w swojej wypowiedzi. To są emocje pisane dnia następnego, a które do tej pory utrzymują się we mnie i wiem, że w pozostałych widzach także. Oddany został hołd wielu zabitym i cierpiącym, nie sposób ich teraz wymienić, ale wszyscy wiemy kim on i byli.

Wzruszająca chwila kiedy przemawiała pani Izabela Cywińska („To był piękny i mądry spektakl”) oraz kiedy wśród publiczności zostali wymienienie przez dyrektora Kruszczyńskiego świadkowie tamtej premiery i zdarzeń. Łzy aktorów na scenie, publiczności, nieustające brawa na stojąco- to był historyczny dzień w moim życiu i w życiu obecnych na premierze gości.

Na koniec zabawnie zorganizowany bankiet premierowy:  pajdy chleba z pasztetową zawinięte w szary papier, szneka z glancą, „strzalik” wódki żytniej i oranżada… jak za dawnych lat (tak mówili starsi koledzy).

Niezwłocznie zapraszam do teatru!

 

 

 

 

 

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Nie takie kwaśne to mleko

13 lis

fot by Joanna Siercha

 

Julia Rybicka

„Czy ktoś z Państwa zastanawiał się kiedyś nad początkiem świata? Tak? Naprawdę?! Och, to miło, to bardzo miło“ tymi słowami Teresa Kwiatkowska rozpoczyna spektakl „Kwaśne mleko“, a mnie porywa w fenomenalną podróż.

Incydent, który parę dni temu miał miejsce w Warszawie opisywany jest we wszystkich możliwych portalach, pokazywany w wiadomościach, roztrząsany etc. Mowa oczywiście o płonącej tęczy. W żadnym wypadku nie mam zamiaru porównywać tego wandalizmu do pewnej historii, którą zna cała Polska. Mam na myśli historię małej Madzi z Sosnowca. Świat zwariował do tego stopnia, że co chwilę powstające kwejki są z każdym dniem coraz bardziej żenujące. Temat dość poważny, zabójstwo małego dziecka. Niestety przez nas- zwykłych ludzi zbagatelizowany, wyśmiany i po prostu słaby. Niemniej jednak absolutnie utalentowana Malina Prześluga (mistrzyni słowa) postanowiła przedstawić nam swój punkt widzenia całej tej przykrej sytuacji.

I punkt jest bardzo prosty i przejrzysty. Jesteśmy nietolerancyjnym społeczeństwem. Jedyne co potrafimy to się awanturować, oceniać, wykrzykiwać obrażające hasła. Czy chociaż przez chwilę ktoś się zastanowił co kieruje kobietą, która dopuszcza do zabicia własnego dziecka? Nie? No to przykre.

Oczywiście to przede wszystkim historia kobiety, która nie chciała mieć dziecka, a musiała. Inspirowana tamtym wydarzeniem, pokazana jest też z perspektywy mamy mamy dziecka i jej mamy czyli potencjalnie rzecz ujmując babci dziecka.

Jakimi matkami my kobiety jesteśmy? Jaki dramat odbywa się w głowach kobiet, które zachodzą w niechciane ciąże? To i wiele innych pytań stawia autorka spektaklu.

W tej opowieści przeplatają się także ważne postaci jak : Pierwsza komórka, postać kluczowa, która staje się narratorem opowieści snutej w poznańskiej malarnii. Genialna Teresa Kwiatkowska bawi do łez. Mama Aliny to mistrzowska rola Ewy Szumskiej, która wbiła mnie w fotel swoim talentem. Na wyróżnienie zasługuje także Andrzej Szubski jako Podstawowa Komórka Społeczna, przy którym uśmiechnęłam się kilkakrotnie. Światłość, które zagrał Mariusz Adamski rysuje się bardzo wyraźnie od początku do końca. Mama mamy Małgorzata Peczyńska sprawdziła się, zaś rolę Matki Boskiej Marceli Stańko uważam za kompletnie nietrafną wręcz fatalną. I w końcu świetna rola Aliny  (Doroty Kuduk). A wszystko to za sprawą Uli Kijak reżyserki, która w innowacyjny sposób, bawiąc się słowem, światłem, kostiumem, muzyką (piorunująca, mocna, groźna) wprowadziła mnie w magiczną podróż, gdzie można się uśmiechnąć, ale także zadumać. Nie mam co tu dumać dalej, zachęcam do teatru. A hejterów tej sztuki widać gołym okiem, oraz moim nadwrażliwym uchem „długo tego nie pograją“, „ jak można taki temat pokazywać w teatrze, w świątyni?“. Sprawę należy zbadać osobście, do czego państwa mocno namawiam. „”Wystarczy dać człowiekowi pistolet. Ryzyko, że zabije, wzrasta sześciokrotnie. Wystarczy zabrać człowiekowi miłość. Wystarczy dać mu strach. Albo odebrać mu strach. Wystarczy, że na chwilę zasłabnie. Wystarczy, że poczuje siłę. Starczy zostawić go samego. Albo wpuścić go w tłum“.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Teatr