RSS
 

Recenzje zabijają prawdziwego ducha teatru

09 paź

zdjęcie: www.teatrkwadrat.pl

Julia Rybicka

„Recenzje zabijają prawdziwego ducha teatru” pada zdanie w spektaklu „To tylko sztuka” . Jak tu pisząc mam się do tego odnieść?

Zaproszona przez jednego z aktorów Teatru Kwadrat przyjechałam do Warszawy na spektakl, który miał premierę w czerwcu. Pomyślałam, że to dobrze, bo już trochę czasu minęło i aktorzy czują się zapewne swobodniej i pewnie.  Przemiło przywitana przez ekipę techniczną i całą obsługę teatru zasiadłam wygodnie w pierwszych rzędach. I powinno być tak jak na Broadwayu- po południu premiera, wieczorem recenzja…

Sztuka opowiada o sztuce, najprościej rzecz ujmując. Producentka Julia Budder (Ewa Wencel) wyprodukowała sztukę „Złote jaja” , która nie odniosła sukcesu. Napisana przez zapomnianego już dramaturga Petera Austin’a (Grzegorz Wons), wyreżyserowana przez prawdziwego artystę Fanka Finger’a (Andrzej Andrzejewski)  czeka na recenzję. Kiedy w końcu się pojawiają chciałoby się powiedzieć, że lepiej byłoby sprawę przemilczeć.

Wszystko dzieje się w realiach Stanów Zjednoczonych czyli piękni i bogaci obywatele świata w szołbiznesie. Tekst odczytywany może być dość uniwersalnie, ale w polskich realiach bałabym się to umieszczać. Reżyser Bartłomiej Wyszomirski dzięki opatrzności tego nie zrobił. Niestety dla Polaków ten tekst jest nie tyle co nie zrozumiały, co pewne schematy i „teksty” same w sobie nie wybrzmiewają jak powinny. Dlatego śmiałam się w innych momentach niż publiczność. Zapewne dla ludzi z branży, albo pasjonatów teatru gra słów, która ma miejsce w tekście i odnoszenia do typowego słownika, żargonu wręcz teatralnego są wychwytywane. Po publiczności, która zjawiła się w teatrze, nie do końca. Standardowy już zabieg, o którym pisałam wielokrotnie, który bawi naszą widownię to przekleństwa. A Andrzej Nejman przetłumaczył sztukę tak, że dość często padają słowa „Kurwa, spierdalaj, ja pierdole”. No i ok, jest to wytłumaczalne, ale żeby od razu pękać ze śmiechu?

Nie jestem fanką tak zwanego „tekturowego” teatru, gdzie (jeśli chodzi o Teatr Kwadrat to świetnie zazwyczaj zbudowana scenografia).

Ścianka, kanapa, drzwi, lampa wio to jest tekturowy teatr.  I teraz na tej przestrzeni kilku aktorów przyjdzie i będzie odgrywało role. Jednakże nie mówię, że ten teatr potępiam, bo miejsce w teatrze znajdzie się dla każdego rodzaju publiczności. Po ciężkiej podróży chętnie zasiadłam na komedyjkę w warszawskim teatrze. Niestety śmieszyło mnie co innego niż pozostałą część widowni.

Już nawet pomijając to, że mieszkałam w Stanach, z literatury i filmów wiem dokładnie jak funkcjonuje świat teatru w Nowym Yorku i jak wielką moc mają słowa recenzenta. Jeżeli pan piszący po odbiorze sztuki napisze, że sztuka była zła, to tytuł jeszcze tego samego dnia schodzi z afisza. Trudno więc dziwić się producentom teatralnym, że tak wielką wagę przywiązują do recenzji np. Z New York Timesa. W Polsce recenzja znaczy tyle co nic. Ja to dziś napiszę, kilka godzin popełza to po sieci, a później zginie gdzieś wśród miliona innych recenzji. Pisanie dla pisania, l’arte per l’arte. Dla mnie była to niesamowita lekcja. Po raz kolejny utwierdziłam się w tym, że zawód krytyka literackiego w Polsce znaczy tyle co nic, zaś na Zachodzie to krytyk jest najważniejszy.

W spektaklu padają słowa „krytycy do piwnicy” albo teoria, że  „ teatr to eleganckie miejsce, gdzie eleganccy ludzie mówią elegancko”, „w teatrze wszyscy są ważni, wszyscy są równi”. Kiedy się tego słucha to ma się wrażenie, że to jakaś modlitwa albo życzenia składane do Św. Mikołaja, bo tak NIE jest. Na całym świecie nie ma równości w teatrze, a co do elegancji to ostatnio daleko nam do niej…

Nie chcę, żebyście się państwo zniechęcali, bo sztuka momentami bawi do łez. Przekomiczna postać aktorki Virgini Noyes (genialna Ewa Kasprzyk) przeklina, ćpa i rzuca hasła w stylu “Słodzik to gówno, może człowieka zabić” naprawdę mnie rozbawiły. Nie wspomnę, że pani Ewa uroczo myląc się w tekście ( “za młoda na kochankę, za stara na matkę”) rozbawiła siebie i cała widownię.

Mała rola, ale naprawdę bardzo zabawna przypadła Marcinowi Kwaśnemu, który zagrał aktora poszukującego roli na wielkiej scenie. Kwaśny mimo, iż zjawiał się na chwilę na scenie,  powodował uśmiechy nie tylko wśród kobiet. Na pewno miał „perełki” w tekście, które gdzieś ubiły mi się z tyłu głowy. Z małych ról warto docenić panią taksówkarkę, w tej roli równie zabawna Lucyna Malec. Paweł Wawrzecki czyli James Wicker, który zrezygnował ze spektaklu “brodłejowskiego”, żeby zagrać w serialu, to postać która pojawia się od początku i zostaje z nami do końca. I mimo, iż cenię pana Pawła za niezwykły talent aktorski i zwalał niekiedy z nóg, to jego rola przerodziła się w istną groteskę, co spowodowało, że przeginał momentami. Zabawni oczywiście bywali (nie byli, bywali )Grzegorz Wons i Andrzej Szopa, ale bywanie to za mało.

Ewa Wencel to moja faworytka. Jako pani producent stworzyła rolę na miarę Amerykanów.

Ogromny talent i warsztat świetnych polskich aktorów to niestety za mało. Mimo ogromnej pracy, ilości tekstów etc znowu czegoś mi w teatrze zabrakło. I nie chodzi o to, że spodziewałam się “Szalonych nożyczek” czy “Mayday’a” , bo ten rodzaj humoru różni się od tak zwanych popularnych sztuk komediowych. Być może jest to kwestia tego, że cały “bajer” polegał w samym tekście, a tutaj został on momentami przegadany i przegrany.Tłumaczenie tekstu też nie jest 1:1, bo to byłoby niemożliwe i dla polskiej publiczności niezrozumiałe. Może jakbym zobaczyła te sztukę na Broadwayu to wyszłabym pełna podziwu. Tymczasem wyszłam uśmiechnięta, ale nie rozbawiona i trochę zawiedziona, bo chyba nie tego się spodziewałam.

No,ale dziś jest nowy dzień. W końcu to była “tylko sztuka”… Sami sprawdźcie czy zabawna.

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Teatr

 

Komentowanie zostało wyłączone.