RSS
 

Archiwum - Wrzesień, 2013

Rozbierać czy nie rozbierać o to jest pytanie?

27 wrz

zdjęcie: internet

Julia Rybicka

Kiedy pytają mnie, co sądzę o nagości w teatrze odpowiadam- nie wiem. Poważnie, bez żartów. Żyjemy w takich czasach gdzie rozbieranie się przed kamerą czy na scenie stało się po prostu nudne, monotonne, zwyczajne, codzienne. A ja nie lubię nudy i zwykłości. O!

Jak jesteś dzieckiem i oglądasz  film dla dorosłych, to rodzice zasłaniają ci oczy, albo zachowują jakoś idiotycznie, żeby odwrócić twoją uwagę. Później łapiesz się sam/sama, żeby udawać że nie oglądasz „tych scen”  kiedy w rezultacie podglądasz przez palce. Po co to tabu? Nagość jest rzeczą naturalną. Z drugiej strony jeśli to takie naturalne to dlaczego przeszkadza nam to na szklanym ekranie tudzież na scenie? Boimy się swoich własnych słabości. A, że jesteśmy emocjonalnymi zwierzętami to strach nas paraliżuje. Niepotrzebnie.

Pamiętam swój pierwszy spektakl, gdzie zobaczyłam nagiego człowieka.NA ŻYWO. Wiele lat temu, w Krakowie. Mistrz Warlikowski zrobił „Sen nocy letniej”. Gra genialna Danuta Stenka, mój nauczyciel Błażej Peszek, jeszcze wtedy na studiach Asia Kulig i on… całkiem nagi…Adam Nawojczyk. Zdębiałam. Przebiegł przez scenę i publiczność jak go Pan Bóg stworzył. Doznałam szoku, traumy wręcz. Rok później zdawałam do szkoły teatralnej. Wchodzę na egzamin- a tam profesor Nawojczyk. I weź tu „graj”. Przed oczami mam tylko te scenę. Bije się w myślami, staram się zapomnieć, wyłączyć mózg! Ale się nie da, po prostu. O co prosi mnie profesor ? O zaśpiewanie piosenki ludowej. Śpiewam „Szła dzieweczka do laseczka”, a on „niech to pani zagra jakby panią gwałcili”. Nie wyobrażacie sobie państwo w jaki stan wprowadził mnie profesor. W mojej głowie nadal nagi. Obraz, który zapamiętam do końca swojego życia.

Później przyszły spektakle, np. w Teatrze Nowa Łaźnia, gdzie już mnie nie dziwiło nic. Czy człowiek przebiegł przez scenę nago czy nie. I do dziś mnie nic w teatrze nie zdziwi. W obecnej sytuacji jaką mamy na „rynku” nastał wysyp golasów. Warlikowski, LUPA mistrzowie golizny na scenie polskiej. O zgrozo. Jeżeli rozebranie aktorki, bądź w przypadku Lupy częściej aktora jest uzasadnione i konsekwentne to ok. To ja to lubię, gdzie mam kliknąć? ALE, jeżeli scena za sceną jest jednym wielkim „pornolem”, to albo dajcie miskę bo mi się zbiera na wymioty, albo otwórzcie drzwi, bo ja tego nie chcę oglądać.

Takim ostatnim teatrem, który mną wstrząsnął o którym pisałam już na blogu był spektakl Maltowy Castelluciego.

 
http://fit-steria.blog.pl/category/fit-steria-na-malcie/

Tylko,że w przypadku tego spektaklu nagość jest wręcz potrzebna i wytłumaczalna od a do z.

Życzyłabym sobie, żeby wielcy teatru w tym kraju nie zdzierali łat bezpodstawnie, a z umiarem. I jeszcze, żeby był pokój na świecie. Od taki tam luźny felieton, całkiem nagi :)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Felietony

 

Istne szaleństwo

25 wrz


zdjęcie znalezione w internecie

Julia Rybicka

Otworzyli salę teatralną przy Szkole Łejerów. Świetnie- pomyślałam i wybrałam się na monodram Andrzeja Pieczyńskiego „Pamiętniki wariata”, na podstawie Gogola (nie mylić z google). I co? I dramat! Klęska! Upadek! Morale leżą pod moim łóżkiem. Wszelkie emocje ze mnie uleciały, jak ta dusza z ciała.

Sala wspaniała, przestrzenna, profesjonalnie przygotowana do dzieł wielkich i małych. Tyle dobrego mam do powiedzenia. A i podziękowania dla Wojtka, który mnie zaprosił.

Od 2 dni zastanawiam się jak to państwu opowiedzieć, jak opisać. Spróbujmy zatem. „ Andrzej Pieczyński wybitny aktor teatralny, filmowy, dramaturg, reżyser i teatrolog w jednym” pada zdanie poprzedzające szow. Aha- czyli człowiek orkiestra, sam sobie napisze, zagra i jeszcze wyreżyseruje. Należy pamiętać, że (jeśli chodzi o polski rynek) nie każdy może być Jerzym Stuhrem…
Mierzmy siły na zamiary. Nie ma powodu do wstydu, jeśli wyciągamy rękę o pomoc. Wstydem jest jej nie wyciągać.

Zaczęło się. Wszystko z początku wygląda bardzo sympatycznie. Elementy teatru, tańca, pantomimy. Temat dość współczesny, bo odkrywający nasze lęki jak np. strach przed utratą pracy, czy problemy nisko ceniących się mężczyzn z kobietami. I tak dalej i tak dalej. Rekcje publiczności różnorakie. Andrzej Pieczyński część publiczności uwodzi, inna część wzrusza, a jeszcze inną bawi. Mnie rozczarowuje na przykład. Świetnie techniczny aktor. Wielki szacunek mam do tego pana, ale w tym monodramie po prostu jestem na nie.
Chociaż jeżeli chodzi o szaleństwo to jest niezwykle przekonujący. Gesty ma dopracowane w najdrobniejszych szczegółach. Ja mam zarzut do ogółu, nie do jego aktorstwa proszę państwa.

Dwie ostatnie sceny to istny kabotynizm, efekciarstwo, tandeta! Nie kupuję takiego teatru. Nie rozumiem po co wprowadzono Zespół Pieśni i Tańca, który na samym końcu śpiewa pieśń pogrzebową. I nie ma to nic wspólnego z obrazą, czy wyśmiewaniem uczuć religijnych. Po prostu czułam się jak na jarmarku. Takiego teatru nie chcę, nie kupuję go. Szacunek jednak dla Pieczyńskiego za talent i odwagę. Reszta to tylko słowa jakiegoś tam widza… Nigdy nie wiesz komu się spodoba to co robisz czy piszesz…

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Teatr

 

Lekcja pokory dla recenzentów

16 wrz

Zdjęcie pochodzi ze strony: http://www.teatrnowy.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=199:lekcja&catid=17:spektakle-aktualne&Itemid=221&lang=pl

 

Julia Rybicka

To wielkie szczęście, że wakacje dobiegły końca, bo w końcu ruszył repertuar w teatrach. Podekscytowana jak dziecko, które idzie do pierwszej klasy szkoły podstawowej doczekałam się. Teatr Nowy mieszczący się na poznańskich Jeżycach jako pierwszą premierę „wypuszcza”  „Lekcję” Ionesco. Moje szczęście rośnie tym bardziej, bo bardzo lubię ten tekst. Pamiętam jak ponad dziesięć lat temu w Studiu Teatralnym Próby w poznańskim Centrum Kultury Zamek Bogdan Żyłkowski wraz ze swoimi studentami podjął się inscenizacji i wyszło to niezwykle sprawnie. Mimo iż nie byli to zawodowi aktorzy bardzo spodobało mi się to, że było w nim tyle niedomówień i erotyzmu, który kipi momentami kiedy trzymam w ręku książkę.

Młoda dziewczyna przybywa do domu Profesora, żeby ten pomógł jej zdobyć doktorat… najlepiej na „wczoraj”. Czas bowiem jest dla niej niezwykle cenny. Dodać należy iż niewiasta dopiero co wyfrunęła z gniazda szkolnictwa średniego, a  marzy jej się już tytuł naukowy. Pochodząc z bogatego domu niczego sobie nie żałuje, a tatuś chętnie spełnia jej zachcianki. Młoda, atrakcyjna może mieć wszystko i wszystkich. Z Profesorem bowiem nie pójdzie jej tak łatwo. Straszy nauczyciel nie mieszka sam. W domu znajduje się jego gosposia, która dba o każdy szczegół jego zarówno wizerunku jak i życia w ogóle. Profesor zaczyna lekcję od arytmetyki. Szybko orientuje się, że dziewczyna potrafi dodawać, problemy ma niestety z odejmowaniem. Początkowo opanowany, wpada w furię co przyniesie nieodwracalne konsekwencję…

Reżyserii spektaklu podjął się Waldemar Szczepaniak, aktor  Teatru Nowego. Do swojego zespołu zaprosił Martynę Zarembę oraz Marysię Rybarczyk. Na tym powinnam skończyć swoją recenzję. Ale tak nie wypada, nie wolno. Z jednej strony chciałam to przemilczeć ( i nie robić przykrości aktorom) i dawać satysfakcji nieprzyjaciołom, ale tak również nie wolno. Jak nie napisze, to znaczy, że daję przyzwolenie, a nie daję.

Czegoś zabrakło w tej jakże zabawnej i absurdalnej sztuce w poznańskim teatrze. I najgorsze jest to, że to nie był zły spektakl, był nijaki po prostu. Bardzo szybko (mimo tego, że niezwykle sprawnie) mówił Szczepaniak. Przegadane. Pojawiająca się tylko „na chwilę” Rybarczyk nie miała szansy pokazać swojego talentu. Zaś piękna i uzdolniona Zaremba w pierwszej części wyglądała na bardzo zdenerwowaną, zaś w drugiej sprawiła, że moja uwaga skupiała się już tylko na niej ( co ma być komplementem).Mam wrażenie, że Zaremba ma repertuarowego pecha.

Autorzy trzymają się oczywiście fabuły. Są jednak elementy nie spójne z tekstem jak np. wiek studentki i bardzo współczesny strój. Dodano także taniec a la flamenco, który jest nie do końca dla mnie zrozumiały, ale można bez wątpienia nazwać go zaskakującym w całej sztuce.

Jak zauważyła publiczność ( z którą później rozmawiałam),  są momenty kiedy człowiek chce się zaśmiać, ale nie może, coś go blokuje, bo to miało być śmieszne, ale nie wyszło. Bardzo szanuję aktorów i reżysera za pracę, którą włożyli i w takich chwilach żal mi „kolegów”, że mają taki niewdzięczny zawód.

Nie wiem czy Waldemar Szczepaniak nie wziął na siebie za dużo. Zagrać główną rolę i wyreżyserować wymaga to wiele odwagi. A jak mawia klasyk: „Nie można być jednocześnie twórcą i tworzywem”.

Coś nie zagrało, coś nie zaiskrzyło, coś było nie tak… Zwalam to na premierę i kiepską aurę, która towarzyszyła tego dnia :) Sezon uważam za otwarty …

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Teatr