RSS
 

Usta Angeliny, nogi Monroe

16 lut


Julia Rybicka

Wiecie gdzie w Poznaniu mieści się “Mój teatr”? ha! Też nie wiedziałam. I na tym polega cała zabawa. To specyficzne miejsce. Czuje się to już od momentu poszukiwania go gdzieś między Bukowską, a Polną.
Wśród blokowisk, gdzie kiedyś była myjnia samochodowa, stoi sobie “Mój Teatr”. Niesamowite miejsce. Od samego wejścia, kiedy pani sprzedająca mi bilet uśmiecha się od ucha do ucha czuję, że będę się dobrze bawić. I tak też się dzieje.

Na scenie pojawiają się dwie aktorki: Agnieszka Różańska oraz Katarzyna Terlecka.
Agnieszkę znam z ról w Teatrze Nowym i popisów wokalnych, a panią Katarzynę widzę pierwszy raz, ale na pewno nie ostatni. Jestem pod wrażeniem charyzmy i warsztatu pani Terleckiej.
“Usta Angeliny” (napisane i wyreżyserowane przez Marka Zgaińskiego) – taki tytuł nosi sztuka na którą przybyłam.

Dwie kobitki, które są zupełnie od siebie różne. Postać grana przez Różańską nosi, jak sama mówi, buty od Gucciego. Wysokie, skórzane kozaki i czerwoną sukieneczkę z cekinami. Krótką, rzecz jasna. Sam seks. Druga pani ma na sobie niskie buty zatrzymane gdzieś w czasach PRL i takową garsonkę. Przeciętna babeczka. I właśnie na zasadzie kontrastu te dwie panie będą nam opowiadać różne historie.

A historii to one znają dość sporo. Cała zabawa zaczyna się od tego, że mąż jednej z nich kończy właśnie 69 lat. Dziewczęta są dla siebie szwagierkami. No i jak na szwagierki przystało, jedna drugiej czegoś zazdrości i się wciąż przekomarza.
Niesamowicie ogląda się to jak Agnieszka Różańska i Katarzyna Terlecka wchodzą ze sobą w taką swobodną, lekką i przezabawną relację.

Kobiety poruszają motywy takie jak przemijająca młodość. Zastanawiają się czy usta Angeliny są prawdziwe czy też nie. Dlaczego facetów kręci Angelina? Wielokrotnie słyszymy słowo botoks. Starsza z nich (odgrywana przez Katarzynę Terlecką) nie rozumie na przykład dlaczego ta druga tak o siebie dba. Zarzuca jej, że robi to dla męża i dzięki mężowi (a raczej za pomocą jego pieniędzy). W odpowiedzi słyszy, że robi to dla siebie. W tym momencie wybucham śmiechem, bo zawsze sama tak odpowiadałam. To jest czyste kłamstwo, proszę państwa. Kobieta robi to dla innej kobiety. Taką mam teorię i jej się będę trzymać.

Kolejny wątek, który przykuł moją uwagę, to opowiadanie o wspólnych, rodzinnych wakacjach. Każdy z nas to zna. Jedziemy na wakacje za granicę i pstrykamy ile wlezie fotek, żeby później rodzinie i znajomym mieć co pokazywać. Niestety, często zdarza się i tak, że po tych wymarzonych wakacjach bardzo chcemy naszych ukochanych uszczęśliwić i organizujemy, pod jakimś pretekstem, przyjęcie. Wtedy to atakujemy zasypując ich milionami zdjęć i opowieściami co, gdzie, z kim i za ile. To takie typowe. Dlatego autorowi dziękuję za uwzględnienie tego w swoim inteligentnym i zabawnym tekście.

Takich historii jest dużo więcej. Cała opowieść jest nimi nasączona. Dlaczego kupujemy buty przez internet, a nie, jak przystało, w sklepach? Dlaczego tak bardzo przywiązujemy wagę do tego jak wyglądamy, próbujemy cofnąć czas, zamiast się z nim pogodzić? No i ci mężczyźni… jacy oni są naprawdę? I nie odczuwa się, że jest to nagonka na facetów, czy wręcz obrona tego słabszego gatunku. A można tak pomyśleć biorąc pod uwagę, że to właśnie mężczyzna napisał sztukę. Nie dowiedziałam się po tym tekście niczego czego bym wcześniej nie wiedziała. Jednak powiedziane jest to w tak mądry i dowcipny sposób, że łzy leciały mi po same kolana. Tekst, który utkwił mi najbardziej w pamięci to to, że „instrukcję obsługi faceta można zapisać na bilecie tramwajowym”. Coś w tym jest panowie…
Kobietom, wspaniałym aktorkom dziękuję za emocje, a reżyserowi i autorowi tekstu za litry łez, które zaschły na podłodze Waszego teatru, a które pojawią się już dziś przy kolejnym spektaklu.

Podsumowując. Zabawne. Liryczne. Inteligentne. Wzruszające. Poruszające. Komiczne. Prawdziwe… oto moja recenzja.

I taki jest właśnie „Mój Teatr” – prawdziwy. Zapytałam Marka Zgaińskiego (dyrektora, reżysera, autora tekstów do spektaklu) skąd pomysł i dlaczego tak? W odpowiedzi usłyszałam mniej więcej tak, że ten teatr ma być elitarny i powinien się podobać przez swój klimat. Co mnie jednak najbardziej rozbawiło to słowa, że bilet do teatru powinien kosztować tyle, co butelka wódki. Bilety kosztują w “Moim teatrze” mniej niż dobrej jakości wódka, ale za to wykonanie i całokształt są na najwyższym poziomie. Koniecznie, drodzy Poznaniacy, wpadnijcie do “Mojego Teatru”, a gwarantuję Wam, że zostaniecie jego stałymi bywalcami.

Odsyłam:


http://mojteatr.pl/teatr/

A nas znajdziecie na:


http://www.facebook.com/pages/fit-steriablogpl/396547017105659
9

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Teatr

 

Komentowanie zostało wyłączone.